Dziecko idące do szkoły nie musi wszystkiego umieć!

Dopiero rozpoczęły się wakacje, a już słyszę wiele obaw rodziców o dziecko, które po wakacjach trzeba posłać do pierwszej klasy. A to, że jeszcze nie potrafią czytać, że nie potrafią liczyć.  Mają kłopoty z mówieniem… To znów, że nie poradzą sobie z nową sytuacją, wśród obcych ludzi, w nowym budynku. Inni nauczyciele, inne warunki…. A w ogóle, to jaką szkołę wybrać i co będzie lepsze dla mojego dziecka?

Te wszystkie obawy są wielce uzasadnione troską o własne dziecko i zrozumiałe.

Chciałam jednak rozwiać nieco wątpliwości na temat przygotowania dziecka do szkoły przez rodziców, a także pokazać, że dziecko idące do szkoły NIE MUSI wszystkiego umieć. Ma prawo być sobą i nie może być karane w szkole za to, że jest takie, jakie jest.

A przecież- każde jest inne i tak powinno być!

Każde ma prawo do tego, aby w szkole czuło się dobrze i żeby dbano o jego ROZWÓJ, a nie porównywano do innych, którzy potrafią więcej, lub mniej.

Nie musi spełniać oczekiwań nauczyciela, ma być sobą!

A nauczyciel poznając ucznia dostosuje metody pracy, które go uskrzydlą, rozwiną, rozbudzą zainteresowania i chęć do nauki .Proszę zaufać nauczycielce, która poprowadzi Wasze dziecko. Ona z pewnością chce dobra dla Waszej pociechy. Wystarczy w kontaktach z nauczycielem być otwartym. Jasno mówić o swoich sukcesach i problemach. O potrzebach i oczekiwaniach. Im więcej nauczyciel wie o dziecku, tym więcej dobrego może dla niego zrobić. Jest wiele metod nauki czytania i nauczyciel z pewnością dobierze odpowiednią, dla twojego dziecka.

Dla rodziców, którzy się martwią tym, że dziecko jeszcze nie umie czytać pragnę podpowiedzieć, że ważniejszy jest pierwszy etap nauki –  przygotowanie do czytania. A jest to etap bezliterowy. Jeśli dziecko osiągnie tę kompetencję, z pewnością nie będzie miało kłopotu z czytaniem.

Rozwijanie słuchu fonematycznego i analizy słuchowej słowa.

Dziecku ciężko jest z potoku naszych rozmów wyodrębnić zdania, słowa,  sylaby, głoski. Dla nas- dorosłych to oczywiste. Ale dziecko słyszy naszą mowę, jak olbrzymi strumień różnych dźwięków.

Nie musimy uczyć dziecka nazewnictwa, że to jest głoska- ale musimy zadbać o to, żeby potrafiło je wyodrębnić w słowie, znaleźć jej miejsce, usłyszeć.

Pamiętajmy, że dziecko odbiera nieco inaczej słowo mówione, niż dorosły .Dorośli kojarzą z zapisem graficznym- wyrazem. Dziecko tylko z dźwiękiem. W tym dźwięku słyszy jego barwę, brzmienie, siłę…Szczególnie trudne jest wybrzmiewanie pojedynczych głosek w słowie. Głoska “wyrwana” ze słowa brzmi inaczej, niż w słowie! Pojawiają się “przydźwięki” i dziecko słyszy np.zamiast “m”- “my”- a więc dwie głoski! Osoba wybrzmiewająca tę głoskę nie słyszy przydźwięku, ale dziecko słyszy. Potem w szkole napisze”mć”- zamiast “myć”. Takie błędy później ciężko wyplenić.

Aby zapobiegać powstawaniu tego rodzaju błędów, należy dobierać odpowiednie słowa.Takie, które nie ulegają zniekształceniu podczas pojedynczego wymawiania.A najlepiej nie wybrzmiewać głosek, lecz określać: co słyszysz na początku słowa? Jakie jeszcze głosy (czyli głoski) słyszysz?

Rodzice nie muszą tego robić! Niech to pozostawią specjalistom. A jeśli już chcą, to pod ścisłą współpracą z pedagogiem i logopedą.

Dziecko idące do szkoły nie musi wszystkiego umieć! Nauka czytania to złożony proces. Trwa przez wiele lat, czasami przez całe życie doskonalimy tę umiejętność. 

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony, Refleksje i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 Responses to Dziecko idące do szkoły nie musi wszystkiego umieć!

  1. ~Antoneta pisze:

    Poruszyłaś ważny temat. Mam nadzieję, że mamy pierwszoklasistów dotrą do tego artykułu.

    Miłego popołudnia 🙂

  2. ~Ula pisze:

    Mam nadzieję, że gdy rodzice przeczytaja Twoje profesjonalne rady już nie powinni się martwić o swoje dzieci idące do pierwszej klasy.

    Pozdrawiam 🙂

    • ~korek115 pisze:

      Martwić nie, ale dziecko zawsze trzeba obserwować, aby nie przegapić jego potrzeb (nie mówię tu o zachciankach).chodzi o to, że dziecko co dzień się rozwija, zmienia, co dzień zdobywa wcią nowe doswiadczenia. A my, rodzice czasem zauważamy, że ono nadal ma te same zabawki, co rok temu… Czy one na pewno są dla niego odpowiednie? Czy wystarczy dziecku tablet i włączanie bajek w telewizorze?
      Jakie zabawki powinien mieć sześciolatek?

  3. ~roman pisze:

    Słusznie, bo po cóż by do tej szkoły szło 🙂

  4. anna pisze:

    Dla rodziców szkoła jest pewnie większym stresem niż dla dziecka, dlatego co niektórzy panikują. Dobrze, że poruszyłaś ten temat, bo może co niektórzy się choć troszkę uspokoją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *