Kto kocha dzieci- ten nie wychowuje?

Wychowywać…..co to znaczy?

Trudne pytanie, prawda?

 

 Często słyszymy, jak matka mówi: ona nie dała się wychować! Całe życie ją wychowywałam i co??? Siedzi na wiarę z tym kochasiem, ma trójkę dzieci- każde z innym…nie pracuje.

Albo o synu: Całe życie mu poświęciłam, wychowywałam go, a teraz muszę patrzeć na to,że pije,że się włóczy,awanturuje…Szkoły żadnej nie skończył,  wszystko ma gdzieś!

A moja córeczka, to jest taka dobra. Nigdzie nie chodzi, siedzi w domu, chociaż ma już 30 lat.Szuka pracy, ale wiesz, jak to teraz jest…. pracy brak. Nie ma chłopaka, ale to na wszystko przyjdzie czas…

 Widać od razu, że wychowujemy różnie….bo różne mamy postawy, zadania, cele wychowawcze…To, co dla jednych jest dobre, inni oceniają, jako nieudaczne, mierne.

 Sama przez wiele lat wychowywałam czwórkę dzieci, jak prawie matka samotna. Nie jest to łatwe zadanie, bo akurat nikt ci wtedy nie pomaga, ale każdy obserwuje, jak ci to wychodzi.I krytykuje!

Nie raz słyszałam przytyki: nauczycielka, a własnych dzieci nie umie wychować.Nam mówi, jak mamy wychowywać, najpierw niech swoje dzieci wychowa!

Szkoła też nie ułatwiała mi tego zadania, powiedziałabym-wręcz przeciwnie! Jeśli się coś działo,(a w szkole zawsze coś się dzieje)-sugerowano, że to z powodu patologii- bo matka sama wychowuje i nie daje sobie rady!

Nigdy szkoła nie przyznała się do błędów, które popełniała .A to szkoła zniewala dzieci, tłumi, uwstecznia, podporządkowuje, poniża,wyśmiewa, kpi sobie z uczniów i rodziców. Może nie zawsze tak jest, ale ja się z tym spotkałam.Twierdzę tak nie bez powodów.

Większość- to z pewnością nauczyciele przez wielkie N, ludzie, którzy z powołaniem pełnią swoją misję służebną wobec społeczeństwa.Ale nie zawsze tak jest.

Wielu rodziców przyzna mi rację.

Już dawno zrozumiałam, dlaczego wśród grona nie zawsze zyskałam sobie sympatyków.To z powodu moich poglądów.Lubiłam dawać pewną swobodę dziecku. Sama, jak się czuję wolna-więcej dam z siebie. Kto lubi być pod pręgierzem i się wciąż dostosowywać do cudzych wymagań?

 Każdy to wychowanie- widzi inaczej. Jeden jest zadowolony, a inny- nie.

 Dlaczego nie jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni ze swoich dzieci????

 Bo w naszej głowie już dawno zaplanowaliśmy życie dla tego dziecka. Chcieliśmy, żeby było lekarzem, aktorem, biznesmenem, adwokatem….żeby się zakochało w kimś bogatym, żeby było dobrym katolikiem….żeby było lepsze od nas, żeby osiągnęło więcej, niż my..

Zapominamy tylko o tym, że to myśmy tak chcieli.

Nasze dziecko- niekoniecznie.

Trzeba więc spoglądać na dziecko przez pryzmat jego marzeń i możliwości.Wówczas będziemy mniej zawiedzeni postanowieniami naszych dzieci i ich wyborów życiowych dróg.To już nie jest nasze życie, ale ich…

Możemy ich wspierać i kochać, ale nie możemy dyktować, co mają robić.

 Moja znajoma ciągle powtarza swojej 10 letniej córce, jadącej na jednodniową wycieczkę: ale ja będę tak tęsknić za tobą, jak pojedziesz, tak pusto się zaraz w domu zrobi..(Zamiast powiedzieć:Jedź i baw się dobrze! Kocham Cię.)

I to dziecko jedzie na tą wycieczkę w poczuciu winy, że zostawiło mamę w domu.A ona twierdzi, że tak robi , bo nie chce na starość zostać sama…Jak tak będzie jej powtarzać, to w przyszłości nie opuści domu.No i dzwoni co kilka minut i pyta, czy wszystko dobrze? a mamusia już tak tęskni za tobą… wracaj szybko.

Tak, ale czy będzie szczęśliwa? Czy to nie jest manipulowanie dzieckiem?

Widziałam sytuacje, jak mama mówi do dziecka na stołówce:

 Jedz! bo jak nie zjesz, to nie pójdziesz na plażę!  (Po co tak straszyć własne dziecko? niech sobie je po swojemu! Jak się raz nie naje, to nie umrze z tego powodu..).

I to dziecko je….rośnie mu w buzi, ale je, bo boi się, że je matka zostawi w tej stołówce i pójdzie sama na tę plażę.Dziecko ma jadłowstręt, ale naprawdę, nie wiadomo skąd.

 W niedzielę musisz chodzić do kościoła, bo jak nie….bozia się będzie gniewała na ciebie i pójdziesz do piekła! No i to dziecko idzie, bo się boi…ale czy wyrośnie na katolika???

To może w ogóle nie wychowywać???? Czy to jest możliwe? Cokolwiek byśmy czynili wobec dziecka, czy też nie- świadomie lub mniej świadomie wychowujemy. Bo wszystkim tym pozostawiamy ślad swojej postawy wobec dziecka.

Wychowanie każdy widzi inaczej.

 Dzisiaj wielu rodziców wychowanie spostrzega, jako wspieranie swojego dziecku w jego działaniach, wyzwalanie w dziecku nowych możliwości, nowych pasji, nowych zdolności .

Takie wychowanie odwołuje się do wartości, które powinny być fundamentem każdej rodziny: równości, tolerancji, wolności i szacunku.

 – Troszczy się o relacje między dziećmi i rodzicami, opierając je na zaufaniu i wzajemnym wsparciu.

– Walczy z przemocą, przymusem, gwałtem i bezprawiem stosowanymi wobec dzieci.

–  Kultywuje wolność wyboru każdego człowieka – prawa do samostanowienia o sobie we wszystkich dziedzinach życia.

To nie jest myśl skierowana przeciwko wychowaniu. To zmiana myślenia o wychowaniu. Spojrzenie na wychowanie ‘ z drugiej strony”, filozofia życia, godnego życia w poszanowaniu praw dziecka i dorosłych. Każdy chce być człowiekiem. Nikt nie lubi być marionetką.

Taki sposób myślenia stwarza i dzieciom i dorosłym szanse uczenia się nowego rodzaju interakcji z dziećmi i poszukiwania nowej drogi współżycia.

To nie jest skierowane przeciwko wychowaniu, to wychowanie z poszanowaniem obu stron w relacjach dorosły- dziecko.Bez użycia siły, bicia, ocen, przemocy, i innych środków represyjnych…

A Ty jaką masz postawę wobec swojego dziecka? Jak je wychowujesz?

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na Kto kocha dzieci- ten nie wychowuje?

  1. ~uleczka pisze:

    To bardzo mądry i jakże potrzebny post. Mam na szczęście wychowanie moich dzieci za sobą i teraz obserwuję jak sobie radzą z wychowaniem własnych dzieci. Sama zawsze pilnowałam to by dzieci uczyć życia własnym przykładem, i teraz widzę że pomimo tego że z duszą na ramieniu widziałam czasem nierozsądne(moim zdaniem) poczynania to jednak ten mój przykład jednak był im pomocny trochę jako wzór postępowania. Każde z moich dzieci wybrało inne życie dla siebie, jednak wspólne maja to, że są w pełni odpowiedzialnymi ludźmi tak we własnej już rodzinie(starszy syn w przyszłym roku ma 25 lecie małżeństwa, młodszy w tym roku jest 10 lat po ślubie, a córka 13 lat.Pozdrawiam serdecznie-;)

    • ~korek115 pisze:

      Obecnie dla młodych rodziców wychowanie- to ciężka sprawa! Stoją przed trudnymi decyzjami.A jeszcze na progu nowego roku szkolnego- tyle dylematów: do jakiego przedszkola, do której szkoły. To wszystko są ważne decyzje i mają wpływ na późniejsze życie dziecka.
      Przykład rodziców jest bardzo ważny, a teraz rodzice tak zabiegani…brak czasu i rozłąka.

      • ~uleczka pisze:

        Zawsze było i jest trudno. Kiedyś mało kto miał auto, teraz w rodzinach czasem każdy ma swoje. Nie ma problemu kombinowania o wszystko w kolejkach i nie tylko bo niewiele było w sklepach do kupienia. Teraz i mężowie w domu są partnerami, nie to co jeszcze ja pamiętam. Praca, a po pracy wszystko na mojej głowie, z wychowaniem dzieci włącznie. Nie wiem jak temu wszystkiemu podołałam. Ale każde pokolenie ma swoje inne problemy, a i każda rodzina jest inna.

  2. ~Klarka Mrozek pisze:

    myślę, że robiłam milion błędów ale to się przecież nie wróci, teraz syn jest już dorosły, samodzielny, troszczy się o swoją rodzinę, daję radę a w naszych relacjach coraz częściej role się odwracają, to on zwraca się do nas z pytaniem – pomóc wam w czymś?

    • ~korek115 pisze:

      I to jest piękny przykład wychowania! Tylko pogratulować.
      Nie jest to łatwa droga, aby tak ukształtować człowieka.
      A błędy? Każdy z nas popełnia różne! Dzieciom też pozwólmy na to, aby mogły same dokonać wyborów.Najważniejsze, ze teraz mamy dobre relacje i kontakt.

  3. ~Ula pisze:

    Cieszę się, że o tym piszesz będąc nauczycielką.
    Sama będąc dzieckiem, a później dorastającą osobą, widziałam co potrafią nauczyciele.
    Jak potrafili poniżać dzieci, które były biedniejsze, mniej zdolniejsze, mniej przygotowane do lekcji.
    Nigdy nie wnikali dlaczego? Potrafili takie dzieci poniżać, stłamsić, wyzwać a nawet bić linijką po rękach – tak było!
    O tym się teraz nie mówi, każdy z nim jest, czy był cacy…
    Mam dzisiaj tyle już lat, że pamiętam te czasy.
    Na szczęście mam taką nadzieję, że one się już skończyły.
    Sama wychowałam dwoje swoich dzieci i również popełniałam błędy, ale teraz to są już dorosłe osoby, które mają swoje rodziny i świetnie sobie w życiu radzą.
    Starałam się być dla nich wzorem do naśladowania.
    Masz rację, że każdy z kochających rodziców chciałby dla nich jak najlepiej i chciałby ich ukształtować tak jak sobie zaplanował.
    Ale tak się nie da. Każdy z nich jest inny, ma inne zdolności i zamiłowania.
    Dziękuję za post, bo warto o tym pisać.

    Miłego Dnia życzę 🙂

  4. Antoneta pisze:

    Jak wychowuję dzieci? Moje na szczęście już są dorosłe. A jest ich pięcioro. I myślę, że udało mi się je dobrze wychować. Choć rosły w jednej rodzinie, każde miało inne pragnienia i każde z nich ma inny charakter. Jedne są bardziej przebojowe inne mniej. To proza życia kształtowała ich charaktery. Wiadomo, były i okresy buntu, które zażegnywane były nie siłą lecz długimi rozmowami. I nie były to nakazy. Dzieciom trzeba dawać miłość i poświęcić sporo czasu. Nie można ich traktować jak niepotrzebny balast. A miłość do dziecka nie może być ślepa………… Trzeba mieć stale oczy otwarte 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • ~korek115 pisze:

      Antoneto, jak milo Cię czytać.Mamy podobne przeżycia i doświadczenia, bo inne czasy.Ale jedno jest niezmienne….dzieci potrzebują czasu , uwagi, rozmowy, miłości rodziców.A te ostatnie słowa- najważniejsze-” A miłość do dziecka nie może być ślepa………… Trzeba mieć stale oczy otwarte :)”

  5. Wyznajesz piękną pedagogikę i każdy rodzic powinien postępować w taki sposób, choć jest to bardzo, bardzo trudne. Sama niby wiem, że tak powinno być, a czasem stosuję rodzicielską „przemoc”.
    Wielu z nas bardzo trudno jest pojąć, że dziecko nie istnieje po to, aby nam dać szczęście, ale żeby przeżyć swoje szczęście, nie po to, aby nasze życie było pełne, ale żeby swoje życie wypełnić i że wychowuje się dziecko, aby pozwolić mu odejść i zobaczyć jak sprawdza się w świecie, jak radzi sobie bez nas i jeśli się okaże, że dobrze, to chyba się nam udało wychować człowieka. Tyle, że ta ocena na „dobrze” jest szalenie trudna, bo wielu rodziców nie radzi sobie z tą rozbieżnością oczekiwań lub z tym, że to dziecko z ich życia znikło i już nie ma się na nie ciągłego wpływu, kontroli. A przecież o to w tym chodzi.
    Rodzic to trudna rola, najtrudniejsza. Trzeba kochać bez granic, troszczyć się i godzić na potencjalną niewdzięczność, egoizm dziecka i jego utratę. Ale mam wrażenie, że jeśli się to zrozumie, to się go nie straci i ono nam tę miłość odda.
    Kiedyś bardzo kształcona, ale pogubiona życiowo koleżanka spytała mnie na jakie studia chciałabym, aby poszła Basia. Otworzyłam szeroko oczy. A czemu w ogóle musi iść? Bo ja i mąż mamy wyższe wykształcenie – uzasadniła tamta. A jeśli ona będzie szczęśliwa jako fryzjerka, sklepowa czy kierowca? To jej wybór, ja chcę tylko by była człowiekiem, żeby miała serce i była szczęśliwa. A widzisz – powiedziała koleżanka – dla moich rodziców priorytetem było wykształcenie.

    • ~korek115 pisze:

      Nikt piękniej i lepiej by tego nie opisał! Ja również mam wrażenie i takie doświadczenie, że dzieci dobrze sobie radzą, a przybyło mi ich nieco i w tym cała radość. Codzienne rozmowy, częste odwiedziny,spotkania.Więc mam poczucie, że nie straciłam ich,ale zyskałam nowych członków rodziny.
      Nie porównuję do ideałów- jest jak jest-dobrze!
      I zgadzam się, nie wszyscy muszą mieć wyższe wykształcenie. Niech będą szczęśliwi i zaradni.

  6. ~PRZEDiPO pisze:

    Ja nie zawsze byłam zadowolona z wyborów mojej córki, ale mówiłam jej – cokolwiek postanowisz będę cię wspierała.

    Pierwsza taka sytuacja była w 4 klasie podstawówki. Chciała pojechać z koleżankami na lotnisko. Obawiałam się tej wycieczki. Nalegała, więc powiedziała, że zgadzam się aby sama podjęła decyzje o wycieczce, sama ją zaplanowała i sama odpowiadała za wszystko.

    Zgodziła się i poinformowała mnie co i jak zaplanowała. Zrobiła to wszystko super, ale ja i tak z niecierpliwością czekałam jej powrotu.

    Po jej powrocie ja odetchnęłam i pochwaliłam ją. Powiedziałam, że jestem z niej dumna że tak dobrze sobie poradziła a ona była zadowolona z wycieczki.

    Pozdrawiam

    • ~korek115 pisze:

      Witaj! Trudno mi ocenić Twoją decyzję…nie mam nawet takiego prawa.
      Mogę wyrazić tylko własne zdanie:
      Ja nie pozwoliłabym dziesiecioletniemu dziecku na samowolną wycieczkę na lotnisko.Wspierać, to nie znaczy na wszystko pozwalać i narażać dziecko na różne niebezpieczeństwa.
      Dobrze, że ta historia zakończyła się jak mówisz szczęśliwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *