Czy nie za dużo wrażeń, jak na jeden wyjazd do sklepu???

Tak odświeżyło się w powietrzu po tym deszczu i pomyślałam, żeby pojechać sobie po zakupy do sklepu. To zwykły, codzienny niemal obowiązek. Ale najpierw podjechałam do bankomatu. Lubię robić zakupy na kartę, ale parę złotych w portfelu też się przydaje.Widzę, że w moim kierunku zmierza znajoma.

-Cześć! Co Basieńko u ciebie?- zagadnęłam.  A, nic takiego. Muszę wybrać też coś, bo potrzebuję teraz dużo pieniędzy…Jestem po  mastektomii piersi.Wracam właśnie po chemii. Dobrze ją zniosłam….wiesz, że trzy zabiegi kosztują ponad siedemset złotych?

 Zamurowało mnie, po prostu.Dostałam” maroszki” przed oczami, poczułam jak nogi ugięły się pode mną. Nie mogłam karty wetknąć do bankomatu i zapomniałam numer pin.

 Po drugiej próbie wzięłam gotówkę.Teraz była pora na znajomą, która spokojnie wykonując czynności, mówiła:

Robiłam mammografię,ale lekarz mówił, że jest wszystko dobrze.Źle się czułam,dlatego zrobiłam  USG piersi, no i wyszło…

O, widzisz, jestem po operacji- i odsłoniła żakiet i bluzkę, pokazując mi to miejsce, gdzie jeszcze niedawno była pierś.Teraz widoczne były grube szwy na świeżych bliznach. 

Potem jeszcze zamieniłyśmy kilka zdań o naszych rodzinach, pożegnałyśmy się, życząc sobie zdrowia i każda poszła w swoją stronę…. tak zwyczajnie.

Nie, nie tak znowu zwyczajnie! Wsiadając do samochodu -o niczym innym nie mogłam myśleć, tylko o tym, co się przed chwila wydarzyło.

Podjechałam pod sklep, nie mogłam się skoncentrować na zakupach…

 Zapakowałam wreszcie ten towar i wracam do domu.No nie, muszę sobie jakoś odpocząć! Zebrać się w sobie po tym, co usłyszałam. 

 Podjechałam na te nasze stawy-a tam- istne cudo, normalnie!!!

 Oprócz znanych mi łabędzi- pływają sobie szare łabędziątka! Co za widok…Zatrzymałam się na chwilę, żeby się pogapić na to nowiutkie życie łabędzie, a one zaraz podpłynęły do brzegu.Śliczne, po prostu śliczne…

A to jeszcze nie koniec!

Bo jadąc do domu, na łące zauważyłam nowych spacerowiczów!

To młode bocianki z czarnymi dziobami i nogami wyszły sobie po deszczu na łowy! Brodzą sobie po łące i szukają smacznych kąsków…

Boże, myślałam rozglądając się wokoło- jak tu jest pięknie. Nie chciałabym umierać latem….ani jesienią- też nie….i w zimie też tak pięknie… i na wiosnę…Ale ja przecież jestem zdrowa. Tak myślę…

Myślę, że dla mojej znajomej, to  szczęście, że w porę odkryła swoją chorobę.

Życzę jej zdrowia z całego serca.

Ileż to różnych sytuacji niesie każdy kolejny dzień! Takie refleksje mnie dzisiaj naszły….

 

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 Responses to Czy nie za dużo wrażeń, jak na jeden wyjazd do sklepu???

  1. ~Antoneta pisze:

    Masz rację, świat jest piękny. Nie chce się jeszcze umierać. Oby Twoja znajoma miała szczęście i pokonała raka. Mojej kuzynce się to nie udało 🙁 mimo, że dzielnie walczyła.
    Pozdrawiam i miłego dnia życzę 🙂

  2. Kurczę, ja dziś czytałam o wypadku aktorki Grażyny Błęckiej-Kolskiej i śmierci jej jedynej córki w tymże, a potem usłyszałam o makabrycznym samobójstwie mojego rówieśnika, znanego mi ze słyszenia…
    życie, ile by nie trwało, nie zrozumiem tego wszystkiego… nie umiem się pogodzić ze śmiercią, z chorobą…

    Cycuchy badać i mieć nadzieję, że wszystko, co złe nas i naszych bliskich szczęśliwie ominie.

    Ściskam!

    • ~korek115 pisze:

      Masz rację, Dorota. Badać się i mieć nadzieję, że wszystko jest dobrze…a jednak nie rozumiem tych prześmiewców życia i śmierci, to one śmieją się nam w twarz…

  3. ~Parafka. pisze:

    Czasami potrzebujemy konkretnego „kopa”, żeby docenić naszą zwykłą codzienność, która wbrew pozorom wcale nie jest taka szara.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *