Rozważania dotyczące pojęcia dojrzałości szkolnej dziecka.

 

 

 „Czy moje dziecko osiągnęło już dojrzałość szkolną? Po czym ją poznać?”

O to pyta mnie wielu rodziców…

 

Znani pedagodzy i psycholodzy różnie określają pojęcie dojrzałości szkolnej.

Ogólnie mówiąc-

 

dojrzałość szkolna- to osiągnięcie takiego poziomu rozwoju społecznego, emocjonalnego, intelektualnego i zdrowotnego, który pozwoli dziecku na bezkolizyjne podjęcie obowiązków szkolnych w pierwszej klasie.

 

Zauważmy zatem, iż wcale tu nie chodzi o to, czy

dziecko ma  6, czy 7 lat. Chodzi o jego rozwój, a nie wiek metrykalny. Rozwój- to jest proces, jakiemu poddaje się dziecko w trakcie swojego życia. Czyli jego „droga”. A dojrzałość- to wynik pewnego etapu  drogi życia. Jak zmierzyć ową dojrzałość?

Każde dziecko rozwija się inaczej. Każde ma własną jakoby mapę rozwojową . Zależy on(rozwój) od wielu czynników ….  

 

 

A więc- wg tej myśli- dziecko należy przygotować do roli ucznia już w domu, w przedszkolu i w zerówce. Po zakończeniu takiej „edukacji”, dziecko powinno być już niejako ukształtowane tak, jak tego wymaga szkoła…Czyli szkoła już na samym starcie ma pewne wymagania wobec dziecka. Dziecko musi  już pewne rzeczy osiągnąć na określonym poziomie.

(Tu już rodzi się moja wątpliwość: czy szkoła jest dla dziecka, czy dziecko dla szkoły?ale to oddzielny temat).

Właśnie po to, żeby mogło się jej podporządkować w każdej sferze; zdrowotnej, emocjonalno-społecznej, intelektualnej- czyli- jest gotowe- na wszelkie zmiany i wymagania szkolne, dojrzałe…Jeśli nie jest ‘dojrzałe”-należy je odroczyć. Przebadać w poradni psychologiczno- pedagogicznej. Tam panie zastosują odpowiednie testy i uznają, czy moje dziecko nadaje się do szkoły, czy też …nie.

Testy- przeznaczone są dla wszystkich maluchów- takie same…Dziecko- każde inne…

Panie w poradniach mają chyba niemały kłopot z tym. Przecież takie badania dotyczyły dzieci sześcioletnich.

Przeprowadzane były na testach dla sześciolatków. A obecnie badania dotyczą dzieci pięcioletnich. Bo pięciolatki są objęte „obowiązkiem szkolnym”.

Czy poradnie mają odpowiednie testy dla dzieci z tej grupy wiekowej?

W oparciu o jakie badania naukowe skonstruowane są te testy? Czy ktoś w Polsce w ogóle ostatnio przeprowadzał na szeroką skalę badania rozwoju dzieci pięcioletnich? Bo sześciolatek różni się trochę od pięciolatka- zgadza się?A i możliwości dziecka 5-letniego zmieniły się w czasie.

Obserwuje się przyspieszenie rozwoju dziecka. Ale czy ktoś to badał na przestrzeni kilkudziesięciu lat w Polsce? Może bierzemy tylko przykład z innych krajów i na nim się opieramy? A jakie zmiany w psychologii  dziecka widzą naukowcy w Polsce?

 

Przyjrzyjmy się sylwetce dziecka „dojrzałego” do obowiązków szkolnych .

Dzieci na pograniczu przedszkola i szkoły są: m.in. :

Sprawne ruchowo.

Posiadają dobrą sprawność manualną i nie zaburzoną koordynację wzrokowo-ruchową.

Odporne na choroby i zmęczenia.

 

Są samodzielne. Chętnie nawiązują kontakty z nauczycielem. Chcą się uczyć. Interesują się czytaniem i pisaniem. Dobrze orientują się w najbliższym otoczeniu , w którym żyją. Rozporządzają zasobem doświadczeń i wyobrażeń będących podstawą do rozwoju pojęć. Potrafią uważnie i ze zrozumieniem słuchać tego, co mówi nauczyciel…

Posiadają umiejętność swobodnego i zrozumiałego dla otoczenia wypowiadania się, opowiadania,  wyrażania życzeń, pytań, własnych sądów, wniosków i ocen.

 

Potrafią dokonać analizy i syntezy wzrokowej i słuchowej, niezbędnej  w procesie różnicowania kształtów, dźwięków, ich odpoznawania, porównywania i odtwarzania kierunków, położenia, proporcji, wymiarów. Odwzorowują różne formy graficzne. Posiadają doskonałą pamięć ruchową, czyli umiejętność przetwarzania obrazu graficznego na obraz ruchu.

 

Rozumieją i potrafią określić stosunki przestrzenne, czasowe i ilościowe w praktycznym działaniu. Potrafią sklasyfikować przedmioty wg przeznaczenia, wielkości, kształtu, koloru. Potrafią na konkretach dodawać i odejmować , porównywać liczby.(I nie mówię tu o cyfrach, ani o literach).

Rozwiązują zadania tekstowe metodą symulacji.

 

To tak- ogólnie rzecz biorąc.

Z czego to wzięłam? Z mojego doświadczenia nauczycielki 6-latków.

Jak to wszystko ogarnąć? Krok po kroczku, i najlepiej zacząć od samego początku. Od pierwszych dni narodzin dziecka. Być przy dziecku. Dziecko co dzień się zmienia. Trzeba zauważać te zmiany rozwojowe i podążać za nimi, a nawet je wyprzedzać.

 

Powiem Wam, kochani Rodzice, że mnie nie szczególnie podoba się ten termin: ”dojrzałość szkolna”. Jest ona umieszczona w pewnym nurcie myślowym pedagogiki.

Uważam, że jest to podyktowane potrzebami aktualnych przemian edukacyjnych związanych z obowiązkiem szkolnym 5-latków i 6-latków- pierwszoklasistów.

Mnie bliższa jest humanistyczna koncepcja rozwoju człowieka, w myśl której zakłada się, że dziecko jest indywidualnością, wobec czego ma prawo rozwijać się we właściwym dla siebie tempie i pod dyktando swoich osobistych dążeń. I nic nie musi, a może wszystko!(W pozytywnym znaczeniu, oczywiście- bo nie mam tu na myśli, że dziecku należy na wszystko pozwalać.Natomiast uważam, że należy wyznaczać granice , wpajać zasady dobrego wychowania).

Naszym zadaniem jako rodziców jest pomoc w rozwoju dziecka. Stwarzanie mu jak najlepszych, optymalnych warunków.

Uważam, że dziecko rozpoczynające naukę szkolną w wieku 6 lat ma prawo być takim, jakie jest. A poziom jego rozwoju nie musi być taki, jak u rówieśników, a tym bardziej, jak żądają tego inni. Szkoła powinna brać pod uwagę indywidualny rozwój dziecka i nie ujednolicać programów i wymagań osiągnięć uczniów na tym samym poziomie. Powinna dostosować je do możliwości uczniów i tym samym dbać o ich optymalny rozwój.

(tu mi się kojarzy jeden przykład; dlaczego dziecko nie odrobiło zadania domowego? Ano, bo nie umiało….coś tu nie gra, prawda? Gdyby umiało- odrobiłoby z radością!

I dziecko powinno się uczyć z radością!!! 

I tak to jest z tą dojrzałością dziecka na szkolnym progu … A jak jest z naszą?

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na Rozważania dotyczące pojęcia dojrzałości szkolnej dziecka.

  1. ~nemezis pisze:

    Trudna sprawa, bo dzieci zapisuje się do szkoły rutynowo czyli w określonym (ich) wieku, nie bacząc na to, czy są one już dojrzałe do podjęcia nauki, czy też nie.
    W związku z tym nasze dywagacje nie mają sensu, bo nie mamy wpływu na to, kiedy nasza latorośl zacznie się edukować.
    A może się mylę, bo moje dzieci są dorosłe.
    Mamy wpływ?

  2. ~korek115 pisze:

    Lanie wody wyszło z mody- chciałoby się powiedzieć. Ale to warto wiedzieć, że zmieni się rząd- i zmieni się pogląd… A nasze dzieci będą się edukować . Czy to coś zmieni, że o tym piszę? Trudno powiedzieć. Chcę powiedzieć rodzicom, że z tą „dojrzałością” to różnie bywa.A gdy dziecko jest rocznikowo z listopada, albo z grudnia- to cztery lata ma po prostu…i obowiązkowo- do zerówki:) Dziecko czasem ma duże skoki w rozwoju.A szkoła też się zmienia. Nauczyciele są bliżej dzieci niż MEN i dobrze wiedza, co robić, bo kochają dzieci.
    Ale tu masz rację- to już ostatnia notka z tego tematu.
    A-jak masz dorosłe dzieci, to może i Ciebie ta sprawa wkrótce dotyczyć.
    Moja wnuczka akurat idzie do zerówki od września.

  3. Uważam, że pomysł masowego posyłania sześciolatków do szkół jest poroniony. Do szkoły przychodzą dzieci coraz bardziej niedojrzałe, nawet siedmiolatki są bardziej dziecinne i niesubordynowane niż kiedyś, a sześciolatki z roszczeniowymi rodzicami, to w ogóle jakaś porażka. Przecież jeśli dzieciak się nadawał, to rodzice mogli zawsze posłać dziecko o rok wcześniej do szkoły i nikt nie robił problemu, ale hurtem wszystkie sześciolatki naraz? Zobaczymy jak się skończy ten eksperyment, ale dobrej myśli to ja nie jestem.
    Pozdrawiam

  4. ~meandyork pisze:

    korku słusznie prawisz-dziecko rozpoczynające naukę w szkole NIE MUSI być na takim samym poziomie jak jego rówieśnicy i to szkoła powinna się do tego dostosować. Tak czytam co piszesz i komentarze na NIE dla sześciolatków i widzę że chyba tu pies pogrzebany (oprócz innych spraw- przede wszystkim wg. mnie związanych z opieka po-szkolną)- rodzice zakładają że sześciolatki nie są gotowe do szkoły gdyż nie biorą pod uwagę możliwości, że to szkoła może się dostosować do sześciolatków- a nawet indywidualnych uczniów.
    Ponownie z własnego podwórka- moja córka jest najmłodsza w klasie, podczas gdy część dzieci miała już „zaliczone” 12 pasków z prostymi słówkami- ona miała…1- a nauczycielki i tak uważały że to super- gdyż każde dziecko osiąga swój poziom rozwoju i i tak ukończy rok szkolny z nauką czytania- co jest założeniem zerówki szkolnej. Dzieci dzielone są na małe grupki, nauczyciele pracują z nimi nad rozwojem poszczególnych umiejętności i dzieci często nawet pojęcia nie mają jak daleko zaszły już inne dzieci-zresztą i rodzice jak ja- dowiadują się o tym tylko pokątnie podpytując- podczas spotkań z nauczycielami wrażenie, które dostajemy to to że dzieci są wyjątkowo zdolne i dzielne- na swoim poziomie rozwoju.

  5. Trudny temat. Bo z jednej strony wymogi współczesnego świata, a z drugiej pokolenie bardzo mało samodzielnych dzieci, zupełnie inny model wychowania niż kiedyś, który sprawia, że dzieci coraz dłużej są w pewnych sprawach niedojrzała, choć w innych aż zbyt szybkie…
    Nas też czeka to niedługo. Basia ma obecnie 3 latka, ale rocznikowo powinna iść do zerówki już w następnym roku. Nie przeraża mnie to jakoś bardzo, ja akurat jestem za wychowaniem dzieci na samodzielne, mądre, sprawne jednostki i uważam, że edukacja nie boli. Ale może zmienię swoje zdanie za te 2-3 lata, gdy zderzymy się faktycznie z polskim systemem edukacji. Zobaczymy. Na razie dbamy o to, żeby nie bać się o jej „niedojrzałość szkolną”, bo większość spraw jest w naszych rękach.

  6. ~Antoneta pisze:

    Mam 5 letniego wnuka . Przeraża mnie fakt,że on już obowiązkowo rozpocznie swą edukację w szkole jako sześciolatek.
    Szkoda,że rząd nie posłuchał matek i nie wycofał się z tej ustawy. Nie przemawia do mnie posyłanie sześciolatków do szkoły. Niestety !!!!!

  7. ~korek115 pisze:

    ~meandyork- dzisiaj moja córka była w szkole na ‚dniu otwartym’,aby zobaczyć, w jakiej szkole to dziecko będzie się uczyło. wnuczka kończy 5 latek w listopadzie. Do zerówki będzie dojeżdżać autobusem szkolnym ..a co zobaczyła w szkole? po pierwsze- pani- przyszłej wychowawczyni- nie było. Następnie- klasy- po 25 dzieci. w szkole zimno-sezon grzewczy się skończył, to nie grzeją! W klasie- poustawiane ławki, normalnie, jak w każdej klasie. Tylko w kącie- mały dywanik i parę zabawek-to kącik zabaw dla dzieci. rozmawiałam z córką, która była tym zszokowana, że szkoły uważają, że są przygotowane na przyjęcie 5 latków . Panie- widać, że z innej epoki- poszturchiwały dzieci, które się kręciły, że są niegrzeczne, z naburmuszoną miną. Po tym wszystkim córka postanowiła , ze nie odda tam dziecka. Niech pozostanie w przedszkolu prywatnym, gdzie ma zapewniona dobra opiekę i właściwą edukację.Dodatkowo dziecko nie musi się wałęsać po świetlicach po lekcjach bez obiadu…Ale na stronie MEN widnieje link szkoły, że jest świetnie przygotowana…

  8. ~korek115 pisze:

    Dorota, życzę Ci, abyś dobrze trafiła. Bo teraz trzeba wybierać. Nie jest to takie łatwe. A ważne jest, kogo nasze dziecko spotka w swoim życiu, prawda? Czym go obdaruje…dopóki dziecko jest w domu, mamy duży wpływ na jego życie. Ale to się zmienia. Ja bym chciała, żeby dziećmi zajmowali się ludzie zdolni, wyjątkowi.Tacy, którym praca z dziećmi przynosi wiele satysfakcji.
    Zacznie się szkoła, to nie raz przeczytam o tym u Ciebie:)
    Jesteś wspaniałą matką, co dba o swoje dzieci najlepiej jak może i na pewno je usamodzielni.Ja to rozumiem.Ale widzę mamy, jak noszą za dzieci plecaki-ba- pakują je co rano i dziecko nawet nie wie, co tam ma.Ubierają, rozbierają, wożą na wózkach pięciolatków na spacer! Karmią podczas posiłków! Ja wiem, że te dzieci grają na tabletach i obsługują telefony, ale często nie wiedzą, jak nazywa się mama, jak nazywa się tata…nie mówiąc o…babci. Co z tego, że dziecko było tu i ówdzie…jak rodzic nie pokazał dziecku wielu szczegółów, nie rozmawiał! Za rękę i szybko, szybko te zakupy i do domu.A dziecko nawet nie wie gdzie było i po co. Ehhh, ale się rozpisałam i to nie koniecznie na temat z artykułu:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *