O gotowości szkolnej dzieci i o dylematach rodzicielskich na progu szkoły

Doprawdy, nie wiem, co zrobić i mam duży problem- mówi mama.

Przecież moja córka już wkrótce pójdzie do szkoły!

Jak to do szkoły- spytałam-  dopiero jest czterolatkiem.

No tak, ale już od września będzie pięciolatkiem i musi iść do zerówki.

Ja nie wiem, gdzie ją posłać?

Czy do szkoły, do której później pójdzie do klasy pierwszej z tą samą grupą dzieci, czy też niech sobie jeszcze chodzi do tego przedszkola, do którego chodzi- no, ale dla niej później to będzie szok!

Bo w szkole musi się zderzyć z nową rzeczywistością: nowi rówieśnicy i nauczyciele. Nowa szkoła.

Jak pięcioletnie dziecko dać obcym ludziom do autobusu, żeby je odwieźli do szkoły?

W szkole nie ma świetlicy, ani nawet obiadu…

Później  dziecko musi czekać na autobus.To za duże wyzwanie dla mnie. I dla mojego dziecka też.

Czy będzie miało wystarczająco dobrą opiekę? Czy będzie się czuło bezpiecznie? Przecież ja pracuję! Kto w szkole zapewni dziecku opiekę od siódmej rano, do szesnastej?

Moja Oliwka, jak zobaczy tyle dzieci w klasie i taki duży gmach szkolny, to będzie się czuła zagubiona…Jak usłyszy te krzyki na korytarzu szkolnym, to będzie przerażona! Ona jest cichym i spokojnym, dobrze wychowanym dzieckiem. Lubi bawić się, pracować, ale w ciszy.

Wolałabym, żeby moje dziecko mogło chodzić sobie jeszcze jako pięciolatek i sześciolatek do przedszkola, które polubiło, pokochało. Jest zaprzyjaźnione z dziećmi, z opiekunkami. Uważam, że w przedszkolu ma wszystko, czego potrzebuje do rozwoju i do szczęścia. Ma wiele zajęć, w których chętnie uczestniczy.

Ja również mam pełne zaufanie do pań, które zajmują się moim dzieckiem.

A w szkole? To będzie jedna wielka niewiadoma!

Ja nie jestem na to wszystko przygotowana, a dopiero moje dziecko!

  c.d n…

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

22 odpowiedzi na O gotowości szkolnej dzieci i o dylematach rodzicielskich na progu szkoły

  1. ~lui pisze:

    Nie wiem, jest to rzeczą sporną ale chyba bardziej dla nas rodziców. Moje dzieci szkołę rozpoczęły w wieku 5 lat. Nie mogę powiedzieć, ze wyszło im to na złe. Bardzo lubiły i lubią chodzić do szkoły. Uczą się tylu ciekawych rzeczy. W tej chwili młodszy syn ma 6 lat i samodzielnie czyta książki. Widzę, ze sprawia mu to ogromną przyjemność. Jak i dodawanie, poznawanie świata, malarzy, budowy kosmosu, geografii.

  2. korek115 pisze:

    Jeśli Twoje dzieci rozpoczęły szkołę w wieku 5 lat, to z tego wnioskuję, że nie mieszkasz w Polsce i nie znasz rzeczywistości w polskiej szkole.
    To nic nadzwyczajnego, że dziecko dobrze czyta w wieku 6 lat i ma rozlegle zainteresowania. To normalne jest, chociaż niektórzy rodzice uważają, że to coś wyjątkowego.Nie o to chodzi. Sama czytałam w wieku 6 lat, a było to dawno temu…i nie chodziłam do przedszkola.
    Przedszkole również uczy! W przedszkolu się wychowuje. Przedszkole nie jest gorsze od szkoły, jak niektórzy myślą. Dziecko nic nie traci, pozostając dłużej w przedszkolu. Każdy niech indywidualnie podchodzi do sprawy. Ja tylko opisałam dylemat młodej mamy. Lui- jeśli Twoje dzieci są zadowolone i Twoje oczekiwania spełniły się, to super.

  3. ~lui pisze:

    Nie, nie mieszkam w Polsce, ale starszy syn uczęśzczał do przedszkola polskiego. Znam dobrze realia polskich przedszkoli i szkół, bo moje pociechy nie są jedynymi dziećmi w rodzinie. Czy moje oczekiwania się spełniły? Zadałaś dobre pytanie, bo tak naprawdę szkoła ma uczyć, ma być przyjazna, miła i taka jest. Zadnych innych oczekiwań nie miałam i nie mam. Sądzę, że wszystkie takie placówki są, obojętnie w jakim kraju. Co do nauki, dużo również zależy od nas rodziców. Uważam, że dziecko w tym wieku jest bardzo chłonne, chce się uczyć, jest otwarte na świat. Czytanie płynne w wieku 6 lat jest dla mnie rzeczą normalną, nie świadczy o żadnych predyspozycjach genialnych. O tym, ze dziecko jest wybitnie zdolne świadczą inne cechy.

  4. korek115 pisze:

    Zaufanie- to podstawa! I Ty masz to zaufanie do placówek edukacyjnych.Ja przedstawiłam jedną sytuację. Chętnie przeczytam o doświadczeniach innych rodziców. Pozdrawiam serdecznie.

  5. Anonim pisze:

    o do części logistycznej: każdy zawsze się z jakimś boryka i tak: moje dzieci szkołę zaczynają jedno o 8.30. Zajecia są do 12.30. O 12.30 odbierasz pociechę i idziesz do domu. do szkoły wejść nie możesz, jak i spóżnić się, o 15 z powrotem przyprowadza się dziecko i ma zajęcia do 17. Oczywiście można wykupić obiady i wtedy na przerwę zostaje w szkole. Obiady nie należą do tanich i wielu rodziców nie stać na nie. Pracujesz zwykle od 9 do 13, przerwa i potem do 19 lub 20. Ciężko jest wszystko pogodzić i zorganizować ale taki system tutaj panuje.
    W klasie jest 23 uczniów, wszelkiej narodowości. Różnych wyznań religijnych. Rotacja w ciągu roku też jest duża. Dzieci mają kilku nauczycieli, zależy od przedmiotu.
    Tak naprawdę wszędzie jest dobrze, jak się nie zna realiów. Przedszkola funkcjonują na takich samych zasadach, tylko, ze mają jedną panią, są to wydzielone pomieszczenia w szkole. Dzieci korzystają ze wspólnej stołówki, ubikacji i boiska. W czasie przerwy obiadowej zostają z pracownikami stołówki. Panie mają przerwę:)
    Napisałam ten komentarz tak dla ciekawostki. Nie wszystko jest różowe w innych krajach, lepsze niż w Polsce.
    Wydaje mi się, że największy problem tkwi w Nas RODZICACH, którzy boją się nowego, zmiany. Szkoła w wielu nas budzi nieuzasadniony strach.
    Nie neguję, że przedszkole uczy, wychowyje, ani że jest gorsze od szkoły. Jest pod względem logistycznym( jedna klasa, leżakowanie, obiady, podwieczorki etc) przyjażniejsze dla nas, rodziców.
    Chyba nie ma zadnego rozsądnego rozwiązania.
    Zaufanie do szkoły przychodzi z czasem. Zawsze nowe budzi obawy:)
    Pozdrawiam.

  6. ~lui pisze:

    ajj, jak możesz przeprawić mój komentarz, to ten anonim to jestem ja Lui:)

  7. A to co się wybija w tej wypowiedzi, to to, że mama nie jest gotowa, a gdy mama pokaże, że się boi, to i dziecko będzie się bało. Moja siostra poszła do szkoły (zerówki) jako pięciolatka, nie znosiła przedszkola, męczyła się tam, otrzymała zielone światło z poradni psychologiczno-pedagogicznej i nikt nigdy nie pożałował tej decyzji. Każdy rodzic musi uwierzyć, że jego dziecko sobie poradzi wszędzie, gdzie będzie musiało. Ta wiara jest chyba nawet ważniejsza niż faktyczna samodzielność.

  8. ~korek115 pisze:

    Uważam, że obawy mam są odzwierciedleniem niejasnej sytuacji systemu edukacyjnego w naszym kraju, nieustannej transformacji, zmian, które w różnych sytuacjach życia dają znać o sobie. A jeśli nie jesteśmy na to przygotowani, to też świadczy o tym, że nie funkcjonuje to najlepiej. Budzi bowiem wiele obaw.Jak pięcioletnie dziecko dziecko ma dojeżdżać kilkanaście km do szkoły co dzień autobusem szkolnym, bo w miejscowości, gdzie mieszka- zlikwidowano szkołę? Gdyby mama nie miała żadnych obaw- to też budziłoby pewne zastrzeżenia.zaraz byłby komentarz typu,ze to matkę nie obchodzi, gdzie posłać dziecko i na jaki trafi grunt. A to chyba ważne? Dla każdej matki- ma znaczenie,w jakim otoczeniu będzie wzrastało dziecko, prawda ?I w jakich warunkach. Mamy obecnie wybór- trzeba się zdecydować- może przedszkole, albo szkoła prywatna…są różne za i przeciw.

  9. ~Talka pisze:

    Nie chodziłam do przedszkola, bo mama nie pracowała, więc siedziała ze mną. Wtedy sporo mam zajmowało się dziećmi, więc mimo, że nie socjalizowałam się z rówieśnikami w przedszkolu (które było zresztą na naszym osiedlu), to przebywałam na podwórku z innymi dziećmi, które też nie chodziły do przedszkola. Jak miałam 6 lat to poszłam z tymi nie-przedszkolakami do zerówki. W wieku 7 lat spotkaliśmy się za to wszyscy w 1 klasie szkoły podstawowej i nie było tych gorszych ani lepszych. Jedni znali się z przedszkola, inni z podwórka, inni z zerówki, a nowe przyjaźnie mieszały się i tasowały… Niektórzy z zerówki poszli do klasy A, inni do B. Fajnie było 🙂 Jeśli chodzi o braki edukacyjne, bo na jakiś socjo-anty-nastawień nikt nie przejawiał, to braki edukacyjne już były. Jeden chłopczyk nie umiał czytać do końca podstawówki, mimo, że od małego chodził do żłobka, potem przedszkola. Inna dziewczynka za to była prymuską już w zerówce, chociaż wcześniej nie uczęszczała do innych placówek (to o mnie 😀 ), a były też takie normalne dzieci… Jak wszystkie inne… to potrafiły lepiej, tamto gorzej. Ale te największe nieuki dziś siedzą w więzieniach 😛 ci „normalni i wybitni” wiodą normalne życie… Praca, dom, studia. Nie wiem co na kogo wpłynęło w przedszkolach i szkołach, że jedni są tacy drudzy tacy, ale w domu na pewno wpływ na tych „gorszych” mieli porąbani rodzice, którzy zostawili dzieciaki w samopas już na samym starcie ich życia licząc, że przedszkole, zerówka i szkoła odbębnią wszystkie rodzicielskie obowiązki.

    • korek115 pisze:

      Talko, masz rację.tu chodzi jednak o to, że są mamy,które mają wiele obaw w związku z zapisami dzieci(chociaż w dużej mierze, już one się dokonały),w niektórych przedszkolach zapisy były do końca marca.chodzi tu o rodziców, co nie jest im obojętny los dziecka, nie chcą dzieci zostawiać samopas.Na stronie http://www.men.gov.pl/index.php/aktualnosci2/828-sprawdz-szkole-swojego-dziecka zostały podane ankiety,dla rodziców, która szkoła jest dobrze przygotowana na przyjecie 5-latków jako zerówkarzy i 6-latków, jako pierwszoklasistów.dla mnie jest rzeczą oczywistą, że żaden rodzic nie napisze źle o szkole, do której zdecydował się posłać własne dziecko. Ponadto rodzice nie zawsze muszą wiedzieć, co kryje się pod trudnym pytaniem ankiety, bo to jest język pewnej grupy ludzi, branżowy.dobrze, że trafiłaś na fajnych nauczycieli. Ja też miałam fantastycznych nauczycieli, wywarli na mnie bardzo duży wpływ na całe życie.Ale nie zawsze tak jest.

  10. ~Talka pisze:

    Czekam na ciąg dalszy, bo jestem go bardzo ciekawa, jak i komentarzy pod notkami w tej sprawie:)

  11. Antoneta pisze:

    Ja już mam dzieci dorosłe, więc praktycznie mnie to nie dotyczy, ale………….. są wnuki.
    Trójka moich wnucząt chodzi do zerówki. Od września idą do I klasy jako siedmiolatki. Uważam to za słuszną decyzję. Gorzej z młodszymi wnukami. Tam już nie będzie możliwości wyboru. I to mnie martwi. Podzielam niepokoje mamy z Twojego artykułu 🙁
    Są dzieci, które są nad wyraz zdolne, więc niech idą do szkoły. Moja najstarsza wnuczka też poszła rok wcześniej. To rodzic powinien o tym decydować, a nie mieć narzucone od góry.

  12. ~socjoblozka pisze:

    Jestem przeciwnikiem dawania wyboru rodzicom bo z tego robi się niezły bałagan. Jeśli podjęto już decyzję, że obniżony zostaje wiek szkolny to z roku na rok kolejne kwartały powinny dołączać do pierwszaków, aby nie robić w jednym roku dwóch roczników. Obniżenie wieku wprowadzone byłoby płynne.
    Według mnie przez te protesty wielu rodziców jest zdezorientowanych a razem z nimi ich dzieci. Uważam, że nie jest dobrze, gdy starszaki rozmawiają między sobą gdzie kto za rok idzie. A rozmawiają, bo rodzice wałkują ten temat, dzieci słyszą i chłoną ich obawy. To nie jest normalne jak kolega mojego syna chwali się, że jemu mama załatwi odroczenie, bo szkoła jest stresująca i zabierze mu dzieciństwo, że nauczyciele są niedouczeni a szkoła nieprzystosowana.
    Uważam, że rodzice nieświadomie (chyba nieświadomie) przekazują dzieciom wiele lęków. Gdyby dzieci miały wsparcie w rodzicach to pójście do szkoły byłoby taką samą frajdą jak kiedyś dla nas. Nie bronię rządu, bo uważam, że też popełnili ogromny błąd odwlekając temat i robiąc chaos. Albo robi się coś porządnie i nie ulega protestom, bo to wbrew nazwie wcale nie ratuje maluchów, albo niczego się nie zaczyna. Ale skoro się zaczęło to trzeba być konsekwentnym.
    Mój starszy syn od dwóch lat jest w bardzo mieszanej wiekowo grupie i mimo rozmów z Dyrektorem, nie ma on jak stworzyć nie mieszanych grup. A nawet jak już prawie mu się uda, to rodzice przenoszą dzieci i znowu jest bałagan. Natomiast zupełnie nie przemawiają do mnie obawy jak dziecko sobie poradzi, bo poradzi sobie, tylko niech je rodzic wspiera. Za kilka miesięcy się przeprowadzamy i wówczas syn będzie miał w takiej samej odległości trzy szkoły. Robiłam rozeznanie w każdej z nich i nie ma się do czego przyczepić. Autobusem dzieci jadą z opiekunem, są świetlice, stołówki, kuchnie na miejscu, place zabaw i boiska w każdym. Każda szkoła ma program zajęć dodatkowych a różnią się jedynie tematyką na co każda jest nastawiona. Jedna bardziej sportowa inna bardziej w kierunku teatralnym i recytatorskim. To są zwykłe wiejskie szkoły. Tylko ja jestem pozytywnie nastawiona. Gdybym nie była to przyczepiłabym się choćby do dziury w chodniku.

  13. ~korek115 pisze:

    Socjoblożko, to jest przykre, że dzieci już muszą słyszeć od swoich rodziców, że nauczyciele nie są douczeni. To jest po pierwsze niezgodne z prawdą, a po drugie ma niewątpliwie negatywny wpływ na dziecko. Tyle rozmów na ten temat, że już dzieci o tym dyskutują w przedszkolach! A i poradnie „pękają w szwach”, bo rodzice starają się uzyskać odroczenie. Ja, jako mama mogę powiedzieć tyle, że moje przeprowadzki źle wpływały na dzieci. Ciężko im było odnaleźć się w nowej szkole. Mówiły, że dopiero, co się zaprzyjaźniły , a już muszą zmieniać szkołę.

  14. ~socjoblozka pisze:

    My nie będziemy się często przeprowadzać, teraz tylko do nowego domu i to tylko kilka km dalej, więc stare znajomości zostaną. Chłopcy zapewne nie zmienią szkoły tylko będą musieli do niej dojeżdżać, ale z nowej wsi będą mieli tak samo blisko do trzech szkół, dlatego z ciekawości sprawdziłam każdą z nich.
    Powiem szczerze, że mi ręce opadają jak kilkulatek „cytuje” przestraszoną mamę. Niektórzy rodzice nie wyrażają takich negatywnych opinii przy dzieciach ale niestety są oni nieliczni. My do nich należymy dlatego mój syn w ogóle nie rozumiał o co pytał go kolega i dlaczego nie chciał iść do szkoły. Moje dzieciaki chcą iść aczkolwiek starszy chyba zostanie jeszcze w zerówce. Jest z września i jego pani mówi, że odstaje od grupy. On jest bardzo wycofany, starsze dzieci z grupy go trochę zawstydzają. Jak w ferie chodził z młodszym do łączonej grupy to pani mówiła, że odżył, odzywał się, przejmował inicjatywę. Za to młodszy na pewno powinien iść wcześniej. Dla niego krzywdzące byłoby zostawienie go dłużej w przedszkolu, mimo, że je uwielbia i panie są rewelacyjne. Ale on pcha się do przodu, do nauki, za mało mu zajęć w przedszkolu. Po moich chłopcach widzę, że dzieci są różne, ale nadal uważam, że dawanie wyboru rodzicom robi bałagan. Cały czas byłam przekonana, że mój syn z rocznika 2008 ma iść wcześniej do szkoły więc z nim pracowałam, przygotowywałam go. Nagle okazuje się, że znowu mamy wybór. Nie chciałam nic zmieniać, miał iść do 1 kl ale jego pani mnie przekonała, że ten rok akurat jemu się przyda. Ale wielu rodziców decyzję podejmuje bardzo emocjonalnie, nie interesują ich opinie nauczyciela czy psychologa. Nie oceniają umiejętności i możliwości dziecka tylko biorą pod uwagę swoje obawy. Przekazują je dziecku a niestety bardzo często pada wiele niepochlebnych słów na temat szkoły i nauczycieli, bo na temat rządu to już lecą wulgaryzmy. I zastanawiam się jak ma być dobrze i bezpiecznie w szkole gdy rodzice przekazują dzieciom, że to stresujące miejsce, pełne niebezpieczeństw, odbierające dzieciństwo, pełne zagrożeń ze strony starszych uczniów a nauczyciele nad niczym nie panują, bo już od dawna nie jest to zawód z powołania itp. itd. Mam kilka koleżanek nauczycielek i dyskutujemy na te tematy. Moi rodzice wpoili mi autorytet nauczyciela. Owszem, mogłam dyskutować z nim, gdy miałam wiedzę ale nie mogłam obrażać a teraz dzieci od rodziców słyszą okropne rzeczy.

  15. Talka pisze:

    Socjoblożko, bardzo mądrze piszesz – podzielam Twoje zdanie.

  16. anna pisze:

    Szczerze mówiąc, trochę nie rozumiem tych obaw rodziców. Kiedyś do zerówki też się szło w szkole, czyli fizycznie sześciolatki zawsze tam były. W Europie dają radę, a nasze dzieci niby nie?

    • korek115 pisze:

      Aniu, obecnie obowiązkiem szkolnym objęte są 5-latki i one muszą do zerówek.6-latki- do kl. pierwszej…program w kl I i w zerówkach, a właściwie jego podstawę zmieniono już w 2009 roku i tym tak namieszano najbardziej.

  17. ~nemezis pisze:

    Moje dzieciństwo wyglądało podobnie jak Talki – spędziłam je w domu i nie było konieczności chodzenia do przedszkola, bo mama była w domu 🙂
    Jednak pamiętam, kiedy nasze roczniki miały zorganizowany egzamin, który odbywał się w szkole. Tak naprawdę chodziło o wyselekcjonowanie uczniów, którzy mogli sobie pozwolić na pobyt w domu do 7 roku życia i na tych, którzy MUSIELI chodzić do przedszkola z racji niskiej wiedzy, którą należało uzupełnić. Jako kumate dziecko, które w wieku 6 lat umiał czytać i liczyć, rok do uzyskania 7-letniości spędziłam w domu.
    Mimo to byłam najlepszą uczennicą w klasie przez całą szkołę podstawową.
    Co dałoby mi przedszkole? Pewnie większy luz w stosunku do kolegów i koleżanek. Przebywanie w domu czyni dzieci „dzikimi”, choćby nawet były najbardziej inteligentne z grupy.
    Jestem za przedszkolem. Po co jednak pchać dzieciaki tak wcześnie do szkoły? Przecież przedszkole też ma swój tok nauczania. Dzieci nie spędzają czasu tylko na zabawie….

    Serdeczności Korku 🙂

    • korek115 pisze:

      No właśnie, przypominam sobie taką akcję, jak segregowano dzieci na lepsze i gorsze…Łączono je w szkole w różnych klasach. Te” mądrzejsze” niby do kl np, A, te” gorsze” do B!To dopiero był koszmar! nie wiem, jakimi kryteriami się kierowano, ale do dziś są zwolennicy takiego szufladkowania dzieci.Ja uważam, że te słabsze zawsze mają większą szansę na rozwój wśród zdolnych dzieci . Taka segregacja odbija się również na dalszym życiu dziecka… nawet po latach, nawet jak odniesie w życiu sukces- to myśl jest- byłam w klasie …Uważam, że wszyscy powinni mieć jednakową szansę.

  18. ~meandyork pisze:

    Popieram socjoblożkę, że problem zrobił się z możliwości wyboru danego rodzicom. Gdyby go nie było trochę byśmy ponarzekali ale problem by się niejako „sam” rozwiązał i może tych dziwnych klas mieszanych by nie było?….

Pozostaw odpowiedź ~Talka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *