O weekendzie i nieco o staropolskiej kuchni

Jak się mój M dowiedział , że jestem chora to zrobił mi „niespodziankę”, i przyjechał bez zapowiedzi, a nawet bez jednego telefonu!

I przywiózł kawałek dzika i jelonka…

W niewielkim miasteczku, pod Warszawą – panowie, którzy zakończyli już karierę w wojsku- obecnie mają ciekawe pasje .

Uprawiają myślistwo, czyli organizują polowania! Legalnie- bo należą do Koła Łowieckiego. Znają przepisy i wiedzą kiedy i na co można polować.

„Dzisiaj myślistwo wiąże się ze zdecydowanie większą liczbą ograniczeń niż kiedyś- opowiada znajomy.

Należy przejść odpowiednie studia, zdać egzaminy i zyskać prawo do posiadania broni.

To ostatnie jest też weryfikowane co jakiś czas, przez cały okres uprawiania myślistwa. Przyszli myśliwi muszą odbywać staże i wykazywać się dbałością o przyrodę.

Myśliwi muszą się też starać o pozwolenia na polowania. Na takich pozwoleniach mają wyszczególnioną liczbę i gatunki zwierząt, które mogą ustrzelić („pozyskać”). Każda zabita sztuka musi być zgłoszona, co pozwala na określanie liczebności gatunków żyjących w polskich lasach. Corocznie  Państwowe Gospodarstwo Leśne „Lasy Państwowe” ustala tę liczbę i decyduje ile zwierząt danego gatunku można ustrzelić w danym roku. Następnie w regionach są rozdzielane przydziały, a koła łowieckie muszą się „rozliczyć” z tych przydziałów. Za nie wykonanie „planu” grożą im kary finansowe bowiem nadmiernie rozwinięta zwierzyna czyni szkody w uprawach rolnych i leśnych.”

Dzisiaj, z urzędowego punktu widzenia, myślistwo to sposób na kontrolowanie zwierzyny, której zabrakło już naturalnych wrogów w przyrodzie.

Doświadczeni myśliwi, popierający tradycyjną ideę polowania podkreślają, że łowiectwo to kontakt z przyrodą, szacunek do zwierzyny oraz poczucie integralności ze środowiskiem, które znajduje się nie obok, ale którego częścią jesteśmy my: ludzie.

Tak więc- ostatnio zdarza nam się przyrządzić i posmakować różnych rarytasów ze staropolskiej kuchni .

Dziś dziczyzna nie jest już tak popularna, ale czasem pojawia się na stołach. Oczywiście nie mówię tu o pieczonych w całości dzikach, żubrach i łosiach. Ale kto zna smak sarny, zająca ,bażanta, kuropatwy, przepiórki czy dzikiej kaczki?

Przecież pojawiają się sezonowo w sprzedaży i znajdują zawsze chętnych nabywców.

Szczerze mówiąc- ja tą zwierzynę wolę widzieć i podziwiać w lesie i za nic bym jej nie skrzywdziła. Ale- jak już jest na stole- to ją zjadam z apetytem.

( To jest straszne, nie???)

Z pewnością lepsze to, niż kurczaki czy schabowe ze sklepu.

A na stole mam jeszcze comber z dzika i powiem, jak go przyrządziliśmy:

2 kg pieczeni z dzika zamarynować (zalać wrzącą marynatą z wina czerwonego, soku z cytryny ,kawałeczka okrojonej skórki cytrynowej, 2 pokrojonych w plasterki cebul, po 10 ziaren pieprzu i ziela angielskiego,3 goździki, ząbek czosnku, kawałeczek imbiru,12 suszonych śliwek, kilka jagód suszonego jałowca. Na noc-a najlepiej na kilka dni. Po wyjęciu z marynaty posolone mięso przyrumienić na blasze. Włożyć do naczynia żaroodpornego razem z tymi śliwkami z marynaty i piec w gorącym piekarniku, polewając od czasu do czasu łyżką marynaty. Piec ok. 2 godziny. W naczyniu wytworzy się również smakowity sos, który jeszcze możemy przyprawić szczyptą cynamonu, lub odrobiną cukru i soli. Sos powinien być słodkawo-kwaskowato- korzenny, lecz z dominantą pieczeni.

Oczywiście, nie zapomnieliśmy też odwiedzić naszych teściów , a także rodziców, których bardzo szanujemy . Tym bardziej, że każda z nas  jest  tą synową i będzie teściową.

W domu dziś jestem, ale mnie nie ma.

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony, Refleksje i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na O weekendzie i nieco o staropolskiej kuchni

  1. ~Talka pisze:

    Pyszności! Jestem bardzo, bardzo, bardzo mięsożerna. Mięso to podstawa mojej diety, po prostu uwielbiam mięcho! I mówię tu o prawdziwym mięsie, a nie o faszerowaniu się wyłącznie piersiami z kurczaka i uchodzeniu za mięsożernego człeka, pff 😛 Prawdziwe mięcho to dzik i kawał krowy! 😀

    Smacznego, Korku:) (mnie ślinka cieknie po Twoim wpisie!)

    Aha, i muszę uważać jak spaceruję z Morganem, bo z daleka wygląda jak porządny dobrze utuczony niedźwiedź 😛

  2. korek115 pisze:

    A, no tak. Wy uważajcie na siebie, bo nigdy nie wiadomo…kto do kogo gdzie i kiedy ???
    Z psem na pewno jest bezpiecznie:)

  3. anna pisze:

    Za dziczyzną nie przepadam, kilka razy jadłam, ale jakoś trudno mi się przełamać.

  4. ~korek115 pisze:

    Dla mnie dziczyzna- to nie codzienne pożywienie. Ale bardzo mi smakowało! Sposób odżywiania tych zwierząt różni się od hodowlanych.Na pewno nie ma w ich mięsie tyle chemii?

  5. ~Antoneta pisze:

    Przepis wygląda smakowicie, ale ja tam wolę nasza świnkę 🙂

  6. korek115 pisze:

    Nasza świnka też nie jest zła.

  7. ~Klarka Mrozek pisze:

    teraz popiszę się hejterstwem;)
    co ma strzelanie i dzika świnia do teściowej? wolę nie wiedzieć:D

  8. ~korek115 pisze:

    A ja nie wiem.
    Ale coś w tym musi być…

  9. roman pisze:

    Szkoda tych zwierząt ale rozumiem, że człowiek ingeruje w środowisko i musi także ingerować w populacje niektórych zwierząt, by zachować równowagę ekologiczną. A z przepisu i opisu wynika, że było smacznie 🙂

  10. ~socjoblozka pisze:

    Jako wegetarianka mięsa nie jadam i nigdy za nim nie przepadałam. Natomiast gdybym jadła mięso, to powiem ci, że wolałabym raz w miesiącu zjeść coś z dziczyzny niż każdego dnia mięso ze zwierząt hodowlanych. Jest ogromna różnica w mięsie zwierząt odżywianych paszą a tych co jedzą zieleninę i ruszają się. Oczywiście to drugie jest zdrowsze, nawet są opracowania naukowe na ten temat.
    Co do myśliwych mam natomiast mieszane uczucia, bo w mojej okolicy zachowują się oni ignorancko, np.: urządzili polowanie na kaczki w okolicy kościoła w dzień świąteczny i gdy trwała msza. Kiedyś też spacerowałam z mężem po okolicznym zagajniku a okazało się, że cały czas byliśmy na linii ognia bo trwało polowanie. Nie było żadnej tablicy na wjeździe do lasu a to był zagajnik przy zabudowaniach.
    A ja synową nie jestem choć mam męża 🙂 Taka sytuacja losowa, teściowie zginęli wiele lat temu w wypadku. Ale mam nadzieję, że teściową będę 🙂

  11. ~korek115 pisze:

    Jako dziecko- byłam świadkiem jak matka brała kurę lub koguta na pniak i siekierą przez łeb! Królika za uszy- i ciach! Nie robiło to na mnie wrażenia. Po to dziadkowie mieli gospodarstwo. Ale teraz to brzmi, jak jakieś barbarzyństwo, nie???Sama nie chciałabym teraz oglądać takich scen… Bo wszystko kupuje się w sklepie- zapakowane. A dzieci nie wiedzą nawet- co to jest.
    Jakoś ten wpis nie pasuje do stylu mojego bloga.

  12. ~korek115 pisze:

    Socjoblożko, jeszcze dużo wody upłynie w Wiśle, zanim będziesz teściową:)A mnie już to grozi niedługo….:)
    A co do zachowania myśliwych- to oni chyba tylko o myślistwie myślą- nie o innych, niestety.

  13. nemezis pisze:

    Oj kochana…między wypisywaniem głupot na temat teściów, a szczerą i często smutną prawdą jest różnica. Ja też jestem (prawie) teściową. Prawie od dwóch lat.

    A dziczyzna nie jest mi obca – przyrządzaliśmy z niej bigos, ale trzeba uważać, żeby mięso było przebadane 😉

    Serdeczności 🙂

  14. ~korek115 pisze:

    nemezis nic na razie o teściach pisać nie będę..Pisałam ogólnie o weekendzie,zdążyliśmy odwiedzić teściów, pomimo, że M przyjechał tylko na kilka godzin. Mięso przebadane przez weterynarza, oczywiście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *