Trzeba jeździć, jak należy…

„Na rowerze, na rowerze, trzeba jeździć jak należy”- mówią słowa piosenki- i to święta prawda! Dzisiejsza przejażdżka nie była już tak ekscytujaca, niestety. Po pierwsze-tyłek mnie boli od wczorajszej jazdy. Tak mi się przypomniało, że jak uczyłam się grać na mandolinie , to bolały palce, aż się porobiły bąble.

Myślę, że aż tak źle nie będzie. Włożyłam dziś okulary, bo wczoraj musiałam przebić się przez gromadę muszek. Wróciłam do domu, to mało co widziałam  na oczy. Wzięłam też bluzę dresową, którą musiałam zdjąć, bo zrobiło mi się goraco. Zawiązałam ją w pasie, to się znów bałam, że zahaczę bluzą o koła i pójdzie w szprychy!

Jak zwykle, ze wszystkim przesadzam. Pod górkę rower prowadzę, bo oczywiście jestem zmęczona.

Dzień dobry, pani to tak turystycznie? -pyta znajomy . Tak, proszę pana- odpowiadam. Ale ten rower to sam do góry jedzie, a pani go prowadzi?-ciągnie dalej znajomy. Tak, ja go ledwie prowadzę- mówię i myślę idąc dalej:

Dobrze, że mogę sobie ten rower chociaż prowadzić, bo samej to tak głupio chodzić.

Tu sama nie wierzę w to, co myślę i robię i że to mnie dotyczy. Zawsze byłam otoczona gromadą dzieci swoich lub cudzych(z racji mojego fachu). Każdy dzień, to była jedna wielka gonitwa! A teraz ciężko się przyzwyczaić, że czasem jest się samemu. Ale dopóki masz dzieci małe, to się nimi ciesz i nie mów, jaka jesteś zmęczona! Teraz już nie zabiorę na spacerek dwudziestolatka, niestety! Każde z nich ma swoje spacery i tyle. No i trzeba się przestawić, czasem pospacerować samej. No więc dobrze, że idę z tym rowerem, a nie sama. Przechodząc koło „BARU”-oczywiście-wszyscy jego użytkownicy przycichli, co mnie w ogóle nie zdziwiło! Bar na przeciwko szkoły, rozdziela je tylko szosa! Wiele kłopotu było z tego powodu nie raz.

Już skręciłam w swoją uliczkę i wracam do domu. Nie jest tak źle, daje rady! Co dzień będę jeździć,(jak należy, a nie od wielkiego dzwonu!) to i tyłek przestanie boleć:) A jeździć warto! Mam nadzieję, że poprawię swoją kondycję fizyczną i zdrowie ogólnie mówiąc.

W nawiązaniu do tematu, chce jeszcze poruszyć inną sprawę- kulturę jazdy kierowców , a właściwie ich całkowity brak! Jak można trąbić na rowerzystkę, która słysząc nadjeżdżający samochód ze strachu, ledwie utrzymuje równowagę?

Ja miałam takie zdarzenie, kilka dni temu, że jadąc samochodem, pan jadący na rowerze przede mną- wyłożył się na asfalcie! Ale ten pan był bardzo pod wpływem.  Poczekałam cierpliwie, aż się „pozbiera”, wlazł z tym rowerem na chodnik i dopiero wtedy ruszyłam dalej . Oj, ten pan też nie jeździł, jak należy!

Ale mam też bardzo dobry przykład tyle, że z Norwegii. Bardzo byłam mile zaskoczona, a  nawet zdziwiona. Otóż przechodząc z dzieckiem przez ulicę na pasach zauważyłam, że nadjeżdżający kierowcy już z daleka zwalniają i zatrzymują się przed przejściem z uśmiechem przepuszczając pieszych. A niestety, w naszym kraju tak nie jest! Piesi muszą się nagimnastykować, żeby przejść przez jezdnię, nawet na pasach.

Jak się  zatrzymuję przed przejściem, to pieszy ze zdziwieniem kiwie głową, dziękując, że go przepuściłam. A przecież on ma pierwszeństwo!

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na Trzeba jeździć, jak należy…

  1. Mam nadzieję, że te rowerowe opowiastki staną się cyklem, bo bardzo podoba mi się, jak pisze pani o nich. Polscy kierowcy i rowerzyści muszą się jeszcze wiele nauczyć, choć nie mogę narzekać, gdy idę z Basią lub jeździłam z wózkiem, to prawie zawsze znajdzie się ktoś uprzejmy, kto mnie przepuści. Mój tata też tak robi, choć faktycznie częściej ustąpi matce z dziećmi czy staruszce, więc chyba wybiera pieszych po uważaniu.
    A umie pani grać na tej mandolinie? Ciekawy wybór instrumentu.

  2. ~korek115 pisze:

    To było już dawno! Ale jakby był mus- to bym coś zagrała:):):)NP”Leciały gąseńki, przez las wysokieńki. Szykujcie matulu cztery podusieńki:)”
    No tak, może kierowcy wybieraja grupe wiekową, a nie przepisy drogowe! Ja nie mieszczę się w tych kategoriach,wymienionych przez Ciebie. Ale w Norwegii, mamy są nie wszystkie takie młode jak u nas, czasem uszłam za matkę z dzieckiem, a nie babcię.
    A najlepszy widok miałam kiedyś, jak przez miasto szła zakonnica z wózkiem i z dzieckiem! Wszyscy się za nią ogladali, nie tylko kierowcy.

  3. Przecież zakonnica może być ciocią 😉 A jak mają w zakonie takie „okienko życia” i przez kilka dni opiekują się podrzuconym dzieckiem nim wejdą w to urzędnicy, to przecież też mogą z dzieckiem spacerować. Może jakaś ochronka przy klasztorze? Może być dużo wyjaśnień, aczkolwiek na pewno widok niecodzienny i zaskakujący wielce 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *