Brak słów…(czyli szkoda gadać!)

Maj dopiero co się rozpoczął. Przywitał nas chłodno. Pochmurne dni, deszczowo, minorowe nastroje. Wszyscy się zachwycali, że tyle wolnych dni, planowali wyjazdy, grille, cuda na kiju i co? Gradobicie, ulewy, burze…pozrywane mostki na rzece, zniszczone dopiero co posiane warzywa, a posadzone ziemniaki wypłynęły w całkiem innym miejscu, niż były posadzone! Na łące dopiero co rozkwitnięte kwiaty zamieniły się w jedną, błotną kałużę. Dopiero dziś po raz pierwszy wyjrzało słońce i zrobiło się nieco cieplej. Ale dziś, to już właśnie majówka się zakończyła. Każdy więc wraca do swoich zajęć. Ja też postanowiłam wrócić do swoich ulubionych zajęć. Nareszcie muszę trochę pospacerować po lesie- i mam nadzieję, że nie napadnie mnie zgraja dzików! Nie ma się co śmiać. Właśnie taką „przygodę’ ostatnio przeżyła moja znajoma. Wybrała się z mężem na spacer do lasu. Słyszą, coś chrumka! A tu stado dzików zmierza w ich kierunku. Znajomi w jednej chwili zebrali w sobie siły i dawaj, na drzewo !Twierdzą, że naliczyli 40 dziczków…No właśnie i na tą myśl już przechodzi mi ochota na spacery po lesie. W takim razie poleniuchuję sobie na kocyku, na trawce i będę się zachwycać zielenią wiosny i urokiem maja. Taaak! Tylko ze wczoraj widziałam osobiście, jak jaszczurka walczyła z kotem tuż, pod naszym balkonem. Ja myślałam w pierwszej chwili, że to kot boi się jaszczurki, tak to wyglądało. Jaszczurka z łapkami w górze, wygięła grzbiet, rozdziawiła paszczę i dawaj, na kota! A kot raz jedną łapą do niej, raz druga, i wpatruje się w ofiarę- właśnie wtedy zrozumiałam, że jest odwrotnie! Że to ta jaszczureczka jest ofiarą, ale i tak jeszcze żal mi było kota, bo do kotów jakoś bardziej jestem przyzwyczajona…A on wreszcie wziął za grzbiet tą biedną jaszczurkę zębami i poszedł sobie trawniczkiem na drogę ze swoim łupem. Patrzcie, jak to się można pomylić- kto jest ofiarą, a kto napastnikiem. I jak łatwo można osądzić kogoś niesprawiedliwie tylko z tego powodu, że jesteśmy do niego bardziej przywiązani i bardziej go lubimy. Ale ja nie chcę, żeby mi na kocyk właziła nawet malutka jaszczurka, bardziej zgodzę się na kotka. A ten kot swoją drogą to też jest ofiarą, bo to domokrążca, bez właściciela i sam musi sobie radzić. Ale co z tą majówką? No tak, postanowiłam, że co dzień będę jeździć na rowerze. (Przecież jeszcze niedawno jeździłam co dzień do pracy i do domu-po pięć km w każdą stronę i to bez względu na pogodę i na portę roku. I z jednym dzieckiem na kierownicy w koszyczku- , a z drugim na bagażniku- do przedszkola.) W tym nie przeszkodzą mi jaszczurki ani dzikie bestie. Okolicznych psów się trochę boję i ich szczekanie przyprawia mnie o mdłości! Czy te psy nie mogą mieszkać w jakichś ludzkich warunkach? Wciąż stoją uwiązane na króciutkim łańcuchu przy budzie. Jak tylko pojawi się ktoś na drodze, to zaczyna się jeden wielki jazgot- najpierw pod jednym domem, a potem pod każdym następnym i tak wzdłuż całej ulicy. Czy nie można mieć w domu psa i opiekować się nim tak jak …no właśnie jak? Że z psem albo z kotem na spacer??? Wolne żarty! Z dzieckiem nie zawsze jest czas wyjść, a dopiero z psem? Pies jest po to, że ma stać pod budą i szczekać jak kto idzie! No więc jak ja mam na tym rowerze jeździć? To na razie postanawiam nie zakańczać tej majówkowej aury.

Będę sobie jeździć samochodem na majówki do kościoła i śpiewać:” Chwalcie łąki umajone, góry doliny zielone, chwalcie cieniste gaiki, źródła i kręte strumyki”.I tak do ostatniego majowego dnia.

A o tych i innych majówkach może opowiem. Bo nie chce mi się pisać ani o komuniach, ani o maturach, ani o bierzmowaniach.

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na Brak słów…(czyli szkoda gadać!)

  1. socjoblozka pisze:

    Też miałam przygodę z dzikami. Jakieś dwa lata temu, w okolicach Wielkanocy wybrałam się z psami na spacer do lasu i nagle przebiegło nam przed nosem stado dzików. Pewnie wtedy pobiłabym swój rekord na setkę bo razem z psami cykorami dopadłam samochodu i wszyscy troje wskoczyliśmy do bagażnika 🙂

  2. ~korek115 pisze:

    Socjoblożko! To Ty też miałaś przygodę nie lada. Ja właśnie chciałam się wybrać dziś na dłuższy spacer do lasu Tuchowskiego. Zajeżdżam na parking a tam w drewnianej chacie już siedzą te pijusy jedne!!!I majówkę odprawiają pewnie do białego rana!A to jest jeszcze gorsze, niż te dziczki…Normalnie zawróciłam i wybrałam inną trasę. Ale też nie na piechotę, o nie.
    http://www.czaswlas.pl/obiekty/tuchowski-las-1363

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *