Mamy różne zwyczaje…czyli weekendowo

Nareszcie upragniony weekend! Wszyscy już sobie coś zaplanowaliśmy na te wolne dni. Jedni wyjeżdżają do rodziny, inni robią w domu mały remoncik, który już dawno zaplanowali, ale nie było sposobności, żeby go przeprowadzić wcześniej.

Tak czy owak- zakupy trzeba zrobić  na kilka dni.

Nie potrzeba szczególnej obserwacji, żeby nie zauważyć, jaki ruch panuje wokół sklepów!

Obok mnie- w sąsiednim samochodzie na tylnym siedzeniu dziecko samotnie czeka w swoim foteliku. Czeka i czeka…siedzie spokojnie, rozgląda się i…czeka.

Mija dobre pół godziny. Wychodzą rodzice,tatuś prowadzi wózek z zakupami,mamusia obok niego. Podjeżdżają do samochodu wózkiem, otwierają drzwi. Stoją obok samochodu, rozmawiają (ani razu jeszcze nie zwracając uwagi na dziecko).Potem wkładają towar do bagażnika. Wreszcie zamykają drzwi bagażnika ,wsiadają do samochodu i odjeżdżają.

Niby nic takiego- normalny obrazek, z życia wzięty!

No tak, niby normalnie, ale zaraz zaczynasz się zastanawiać: dlaczego rodzice zostawiają dziecko samotnie w samochodzie?

Dlaczego po powrocie żadne z rodziców nadal „nie zauważyło’ tego dziecka, tzn. w jakiś sposób żadne się z nim nie przywitało, nie widać było jakiegoś kontaktu…

Rozmawiali ze sobą, owszem- byli zajęci sobą, jednak wydawało się, że nie mają dziecka.

Można się też zastanawiać nad tym,jakim cudem to dziecko tak długo „wytrzymało” w tym samochodzie i nie widać było żadnych protestów, pomimo że nie spało i nie było zajęte oglądaniem bajek…(Siedziało spokojnie i cały czas rozglądało się wokoło).

I co bulwersuje?

Czy to wynika z niewiedzy rodziców, czy z lekkomyślności, czy może to specjalnie dziecku robią?

A może nie widzą nic niewłaściwego w swoim postępowaniu?

A oto inny obrazek.

Na parkingu przed sklepem stoi samochód.

Otwierają się drzwi- a tu dziecko (ok.2,5roku) wypada wprost na kostkę brukową, uderzając buzią i raczkami. Zaczyna się wielki płacz. Nic się nie stało! Woła kobieta wychodząca z samochodu. _Wstawaj! Mówi do dziecka podnosząc je z ziemi ze zdenerwowaniem.

O! widzisz- jaka tu grzeczna dziewczynka-mówi, pokazując dziecku mamę niosącą dziewczynkę na rękach- a ty się drzesz i drzesz!

Następnie postawiła dziecko na bruku. Dziecko ruszyło między samochody.

-Nie chodź tam! Nie widzisz, że tu pełno samochodów!- Krzyczy baba i szarpie dzieckiem.

Dziecko protestuje,wyrywa się. Kobieta na siłę bierze je na ręce , znów zamyka w samochodzie.

Za kilka minut dziecko znów pojawia się na parkingu. Kobieta wychodzi za nim.-Gdzie znów idziesz! Ja nie będę latać za tobą!  Chodź  tu!  Dopada dziecko, znów je siłą zabiera na ręce. Zauważa, że ktoś to obserwuje. Uśmiecha się, też na siłę. Dziecko płacze. Matka wychodzi ze sklepu z zakupami. Bezceremonialnie zabiera dziecko , wsadza do samochodu. Wsiadają z babcią i odjeżdżają…

Czy nie nasuwa się Wam takie pytanie: Czy taka osoba, babcia może opiekować się wnuczkiem? Ona nie umie się odezwać ciepło do swojego wnuka. Nie interesują ją w ogóle potrzeby tego dziecka. A mama, jeśli też tak została wychowana, to skąd ma wiedzieć, jak  postępować?

Niby nic, normalna rzecz…

A nie można z dzieckiem po prostu zrobić tych zakupów, niech ono uczestniczy w naszym życiu?

Mam też obrazek ciepły.

Ze sklepu wychodzi mama z dzieckiem, rozmawiając, uśmiech na obu buziach świadczy o bliskim kontakcie. Za nimi babcia z wózkiem ,w którym są zakupy.

Podjeżdżają pod samochód. Mama przekazuje babci dziecko…”Idź kochanie do babci”.Babcia bierze dziecko na ręce, całuje w policzek, przytula. Nie śpieszą się. Mama w tym czasie pakuje zakupy do samochodu, od czasu do czasu zerkając mile na najbliższe jej osoby. Zamyka bagażnik. Teraz bierze delikatnie synka z rąk babci. Umieszcza w foteliku. Cały czas ma kontakt z tym dzieckiem, rozmawia, a także słucha, spogląda na nie. Babcia wsiada obok dziecka. Mama za kierownicę. Wracają bezpiecznie do domu.

Też mi się nasuwa jedno pytanie: Gdzie jest tatuś?

Mam nadzieję, że wszyscy ten weekend spędzą w miłej, rodzinnej atmosferze, czego życzę z całego serca!

http://www.brpd.gov.pl/detail.php?recid=2372

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony, Refleksje i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na Mamy różne zwyczaje…czyli weekendowo

  1. ~Klarka Mrozek pisze:

    zostawianie dziecka w samochodzie jest porzuceniem bez opieki , dziecko może się wystraszyć, rozpłakać, zachłysnąć i umrzeć! Może również sięgnąć np po zapalniczkę (był taki wypadek) i się podpalić. Straszna, karygodna lekkomyślność.

  2. ~korek115 pisze:

    Ja widziałam, jak samochód wyjeżdżając z parkingu uderzył w sąsiedni… i pojechał dalej. Dobrze,, że nie siedziało w nim dziecko…

  3. Za zostawienie dziecka w aucie jest kara, bo to jest pozostawienie dziecka bez opieki, w sytuacji, która może zagrażać jego życiu i należy to bezwarunkowo zgłaszać policji. Były ostatnio dwa głośne wypadki, jeden z naszymi rodakami, których dziecko omal się nie ugotowało gdzieś na południu Europy w takim zamkniętym aucie i z jakimś mądrym Amerykaninem, który zapomniał zawieźć dziecko do żłobka i zostawił je na nieogrzewanym parkingu podziemnym na cały czas swej pracy i dziecko omal nie umarło z wychłodzenia.
    Zawsze powtarzam, że nie każdy musi mieć dzieci…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *