6-latki skazane na szkołę

6- latki -skazane na szkołę

Ostatnio wiele uwagi budzą dzieci sześcioletnie. Wokół nich toczą się dyskusje w różnych mediach. Wywołują wiele kontrowersji sprawy edukacji przedszkolnej i szkolnej w środowiskach naukowych, politycznych, a także wśród rodziców, nauczycieli i lokalnych społeczności. Rzecz dotyczy szczególnie reformy edukacyjnej , w której chodzi o obniżenie wieku szkolnego , czyli obowiązku podjęcia przez dziecko 6- letnie nauki w klasie I szkoły podstawowej.

Reformy edukacyjne były, są i będą przeprowadzane wciąż z większym, lub mniejszym skutkiem. Analizując historię wychowania przedszkolnego na przestrzeni ostatnich 30 lat, byłam świadkiem i uczestniczką przynajmniej kilku.

Reformy powinny służyć dziecku- jego rozwojowi ,rodzicom, a także- w szerszym rozumieniu- całemu społeczeństwu.

W 1981r.przywrócono 8-klasowe szkoły podstawowe na wsi .Do tej pory funkcjonowały szkoły gminne , do których przywożono dzieci z wiosek do jednej dużej w gminie. Na wioskach pozostawały klasy I-III oraz przedszkola jednooddziałowe. Były to przedszkola,w którym gromadzono dzieci w wieku od 3-6 lat z całej okolicy i umieszczano w jednym oddziale. Nauczyciel organizował zajęcia na różnym poziomie edukacyjnym , dostosowując je do potrzeb i możliwości dzieci. W szkole funkcjonowała kuchnia, świetlica, jadalnia.

Od 1981r.przywrócono oddziały przedszkolne, do których uczęszczały nie obowiązkowo dzieci 6- letnie. Nauczyciel prowadzący nie miał statusu „wychowawcy”.Była to jego „dodatkowa” praca. Prowadził zajęcia 3 godz. dziennie, tj.15 godz. tygodniowo, a resztę etatu dorabiał sobie w szkole.(etat to było 30 godz. tyg). Następnie wprowadzono „’obowiązek szkolny” w tym znaczeniu,że dzieci 6-letnie zostały objęte „ jednorocznym obowiązkowym oddziaływaniem wychowania przedszkolnego”.Czyli- obowiązkowo miały chodzić, nie obowiązkowo uczyć. Nie znaczy to, że niczego nie uczyły się w przedszkolu.

Wtedy też myślano o obniżeniu wieku szkolnego dziecka. Barbara Woynarowska opisywała auksologiczne, zdrowotne i higieniczne uwarunkowania wieku rozpoczynania nauki w szkole.

Wskazała na istotne czynniki,warunkujące prawidłowe funkcjonowanie dziecka  w szkole. W podsumowaniu napisała wtedy tak:

Przeciwko obniżaniu wieku rozpoczynania nauki w szkole przemawia:

  • brak możliwości zapewnienia uczniom odpowiednich warunków nauczania i wychowania,zagrożenie urazami,zmęczeniem, zaburzeniami rozwoju emocjonalnego, zdrowia psychospołecznego(…).

  • -Brak możliwości zapewnienia uczniom z deficytami i zaburzeniami rozwoju i zdrowia skutecznych działań kompensacyjno-korekcyjnych w placówkach służby zdrowia i oświaty.

  • Niski poziom wiedzy i kultury zdrowotnej części rodziców i brak ich współdziałania w rozwiązywaniu problemów zdrowotnych i trudności szkolnych dzieci.(…).

  • Należy zapytać również:

  • W jaki sposób unowocześnić szkolnictwo, nie zaburzając dzieciństwa, rozwoju i zdrowia dzieci?”(…).

  • Aż tyle historii!

Czy te argumenty nie są nadal aktualne? Jak wygląda dzisiaj służba zdrowia?

Czy wszystkie dzieci mają dostęp(nie mówię -prawo, tylko dostęp) do bezpłatnego leczenia, również psychologicznego, logopedycznego ? Pamiętajmy, że zmienił się bardzo model rodziny. Często matki pozostają same sobie. Ojcowie migrują w celach zarobkowych. Ile jest biedy, zaniedbań wychowawczych? Jak pomóc tym rodzinom? Czy szkoła weźmie choć trochę odpowiedzialności ? Jak dziś wygląda współpraca szkoły z rodzicami???Jak często odbywają się rozmowy z mamą dziecka? Jakie są relacje nauczyciel- rodzic? Czy mama może wejść swobodnie na lekcję i zobaczyć swoje dziecko w trakcie nauki? Czy te szkoły będą w miejscu zamieszkania dziecka, czy z dala od mamy i taty…

Po tych refleksjach już widać, jak bardzo szkoła różni się od przedszkola…

Następnie- kolejna reforma w 1999r., kiedy to wprowadzono nową podstawę programową. W oparciu o nią powstają nowe programy wychowania przedszkolnego.

Jednakże obecna, wprowadzona w 2009 r, budzi najwięcej emocji w społeczeństwie.

I znów chodzi o obniżenie wieku szkolnego, ale czy tylko?

Zlikwidowano naukę czytania, pisania i liczenia w przedszkolach, ..(?)Czy na pewno? Czy nie jest to jakaś nadinterpretacja programu?

A może jest zakaz wprowadzania elementów czytania i pisania? Chyba nie chodzi o ‚uwstecznianie dzieci”, już sama edukacja ma w sobie rozwój, a więc jakąś drogę, jakieś etapy, cały proces. Dlaczego więc niektórzy nauczyciele mówią, że muszą uczyć w „konspiracji????”

Moja wnuczka mówi:”Babciu, właśnie jesteśmy pod” M”1.Byłaś tu kiedy?Zobacz, to jest wielka litera „M”- jak mama, nie jak babcia, bo babcia ma dwa brzuszki jak litera „B”.Tak, babcia ma dwa brzuszki- mówię i dopiero teraz uzmysławiam sobie znaczenie dwóch brzuszków litery „B”.

Wokół nas jest obecnie tyle pięknych kolorowych reklam, a w nich tyle liter, nie sposób, żeby dziecko tego nie zauważyło!

A i 25 lat temu -moje dzieci jako 3-5 latki pisały kredą na schodach domu: TATA, MAMA, DOM, KOT, LAS itd. I rysowały te obrazki. Jest to w naturze dziecka-ten rozwój, pragnienie poznawania.

Nie można więc zabraniać dziecku tego, co je rozwija i doskonali.

3- letnia wnuczka pisze patykiem na śniegu, kreśli palcem po piasku (a właściwie wodzi po śladzie zrobionym przeze mnie lub odwzorowuje).Rysuje znaki graficzne. Potem po powrocie do domu- układa je z włóczki albo z szarfy na podłodze,kreśli w powietrzu palcem i rysuje na podłodze. Potem dopiero przenosimy je na papier- o dużym formacie. Rozpoznaje je wśród innych liter. Bawi się przy tym doskonale! Te literki z pewnością zmieści kiedyś w małej liniaturce szkolnego zeszytu.

Nauka czytania i pisania to jest długi proces. Trzeba więc pokonać wiele jego etapów.

Dobrze, że ten proces odbywa się już w przedszkolu, od najmłodszych lat. Można powiedzieć, że osiągnięcia edukacyjne pierwszych lat szkolnych dziecka to wynik dobrej edukacji przedszkolnej. Pracy nauczycielek przedszkola.

To dlaczego obecnie nauczycielki są zmuszane do tego, żeby namawiać rodziców , żeby posłali dzieci do szkoły, bo tam (że w szkole) ich nauczą. A w przedszkolu- się nie nauczą. Mnie się wydaje, że jak się w przedszkolu nauczą, to w szkole będą umiały:) Czyli w szkole nie będą miały trudności.


Jeszcze kwestia taka, że rodzice sami mogą decydować- czy posłać dziecko czy nie- rok wcześniej do szkoły budzi wiele zastrzeżeń. Przecież każdy rodzic widzi swoje dziecko jako najlepsze, doskonałe. Może powiedzieć: A co,mój Bartek sobie nie poradzi? I tu poda wiele argumentów na to, że jest tak zdolny i spokojnie do szkoły może iść. Chodził do przedszkola, gdzie było karate, zumba, angielski, basen, …to w szkole sobie nie poradzi?


Apeluję do rodziców o rozsądek przy dokonywaniu wyboru.

A co mogę jeszcze powiedzieć?

Zanim się zdecydujesz posłać swoje dziecko do szkoły w wieku 6-lat:

-zwróć uwagę na to, jak często choruje?

-zapytaj lekarza rodzinnego, on zna warunki zdrowotne , jego odporność psychiczną , jego rozwój fizyczny.

-Porozmawiaj o tym w domu, w rodzinie.

Pod uwagę weź też takie czynniki:

-Czy dziecko chętnie chodzi do przedszkola?

-Jak sobie radzi w nowych sytuacjach?

-Nie boli brzuszek przed pójściem do przedszkola, albo głowa?

-Nie płacze, nie protestuje?

Czy w konfrontacji z nową sytuacją nie dostaje gorączki,nie może spać w nocy.

Pamiętać należy, że chociażby szkoła była bardzo przygotowana na wzięcie tych 6- latków- to tam: jest dla twojego dziecka całkiem nowa sytuacja, nowe środowisko. Inne metody pracy, inne spojrzenie na rodzica. Zanim poślesz dziecko do szkoły- idź tam najpierw sama. Zobacz, czy się tam dobrze poczujesz, czy zostaniesz zaproszona na zajęcia-(na lekcję). Przeczytaj regulaminy i rozporządzenia szkolne, czy są one zgodne z twoimi oczekiwaniami wobec dziecka.

6-latki skazane są na szkołę!

Wcześniej, czy później zostaną one „wcielone” do tej instytucji. Musi jednak szybciej się przeobrażać w ośrodki sprzyjające dziecku , bliskie dziecku i ich rodzicom.

Tyle się teraz mówi o „dojrzałości szkolnej”.

Mówiąc o niej, mówić powinniśmy raczej o dojrzałości wielu osób do umiejętności organizowania procesu dydaktycznego, w którym biorą udział dzieci o zróżnicowanym poziomie i tempie rozwoju. Dzieci są bowiem w toku nabywania różnorodnych doświadczeń i mają prawo wielu rzeczy nie umieć. Popełniać błędy i nie być za to karane. Podkreślę, że w tym wieku nawet brak pochwały jest dla dziecka karą.

Proszę też wziąć pod uwagę, że 6-latek ma się uczyć poprzez zabawę, nie poprzez nacisk i zadania …Radośnie ma się uczyć, z ochotą, nie ze stresem, że jutro będzie sprawdzian i mama się martwi i dziecko i pani w szkole…nie może tak być. 

Wszystkie te myśli kieruję do Rodziców.

Na pewno nie wyczerpałam tematu. To tylko niektóre aspekty zagadnienia.

Podkreślam, że jest to wypowiedź w formie osobistej refleksji ,z punktu widzenia dojrzałej kobiety, nauczycielki wychowania przedszkolnego i matki czwórki dzieci.


Mówiąc o niej, mówić powinniśmy raczej o dojrzałości wielu osób do umiejętności organizowania procesu dydaktycznego, w którym biorą udział dzieci o zróżnicowanym poziomie i tempie rozwoju. Dzieci są bowiem w toku nabywania różnorodnych doświadczeń i mają prawo wielu rzeczy nie umieć. Popełniać błędy i nie być za to karane. Podkreślę, że w tym wieku nawet brak pochwały jest dla dziecka karą.

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na 6-latki skazane na szkołę

  1. Dla mnie tematem do rozważeń, nie jest to, czy posyłać 6-latki do szkoły (bo to dla mnie jest absolutnie na plus), tylko jak sprawić, aby ta szkoła była dla nich odpowiednia. Obecnie kształceni nauczyciele nauczania wczesnoszkolnego raczej wiedzą (powinni, choć wszystko zależy od chęci), jak uczyć przez zabawę i jak dbać o równowagę rozwoju dzieci w tym wieku. Większość szkół ma osobne piętro czy skrzydło dla klas 1-3, z dostosowanymi klasami i łazienkami, wiele szkół od lat prowadzi zerówkę i ma doświadczenia z małymi dziećmi (od kilki już lat 5-latkami).
    Do mnie nie docierają argumenty „obrońców maluchów” o tym, że szkoła to koniec dzieciństwa. Jeśli ktoś tak ją odebrał, to miał wielkiego pecha. Dla mnie klasy 1-3 były wielką zabawą i przygodą, dzięki nauczycielce, która wykonywała swoją pracę z sercem i rozumiała potrzeby i obawy małych dzieci.
    Nie każdy 7-latek jest gotowy do podjęcia edukacji szkolnej, ale w czy mamy ten wiek podnosić w związku z tym? A może dać dowolność rodzicom i pozwolić im „psuć” dziecko w domowym zaciszu?
    Postarajmy się wszyscy jako rodzice, aby dziecko nie bało się szkoły i było gotowe do nauki. Starajmy się też wpływać na władze różnych szczebli, aby dbały o dostosowanie placówek i programów edukacyjnych. Byłabym ponad to za wprowadzeniem obowiązku przedszkolnego dla wszystkich 3-latków. Bo największym „problemem” w zerówkach są z reguły te dzieci, które nie były wcześniej w przedszkolu.
    Moja siostra poszła ponad 20 lat temu do zerówki jako niespełna pięciolatek i do szkoły mając lat sześć. Ona sama o to prosiła, widząc starszą siostrę szykującą się do szkoły. Przedszkole było dla niej koszmarem, bo trafiła na panie, które minęły się z powołaniem. Mama więc zdecydowała się dać ją do zerówki przy szkole, w której pracowała. Siostra przeszła testy kwalifikujące ją do pierwszej klasy, zbadał ją psycholog. Całe życie przodowała w nauce, osiągnięciach szkolnych i poza szkolnych, a nawet fizycznie była ponad starsze koleżanki z klasy. Cieszyła się zawsze, że jakby coś się przydarzyło w życiu, to ma rok w zapasie. Została bardzo dumnym 22-letnim magistrem. Ale znam też przypadek innego dziecka, które zostało przez rodziców jakby na siłę uznane za dojrzałe do szkoły przed czasem, a była to raczej subiektywna opinia rodziny, zaś dziecko miało ogromne braki emocjonalne i zawsze było lekko w tyle. Tylko sama się zastanawiam, czy to argument za tym, żeby dać wybór, czy może dowód na to, że każdy z nas jest inny i wcale nie powiedziane, że gdyby niedojrzała dziewczynka poszła do szkoły później, to radziłaby sobie w niej jako orzeł… wiele czynników wpływa na to jak nasze dzieci sobie poradzą w szkole, ale według mnie najważniejszym jest nasza nastawienie do tej instytucji. Jeśli dziecko stoi obok matki przed kamerami telewizyjnymi, a mama mówi, że „ratuje maluchy” przed odbieraniem im dzieciństwa, bo w szkole je pobiją, okradną, wpadną do za dużych, brudnych sedesów i zostaną pozbawione spontaniczności… to to dziecko nawet mając 12 lat będzie myślało, że szkoła to zło.
    Nasz rozsądek ponad wszystko!
    Przepraszam, że tak długo, ale pali mnie ten temat.

    • Dziękuję za tak obszerny komentarz. Wszystko to prawda, co napisałaś. Najważniejsze- kierujmy się rozsądkiem.Ja też przyjmowałam dzieci 5-letnie do zerówki, bo wiedziałam, że potrzebna im jest obecność wśród rówieśników, wczesniejsza edukacja, gdyż na wioskach brakuje przedszkoli. Dziecko spotyka się po raz pierwszy z przedszkolem w wieku 5, 6 lat podczas gdy w mieście już 2-latki uczestniczą innej formie wychowania.Te dzieciaki , o których piszę również z sukcesem kończyły szkoły i świetnie radzą sobie w zyciu.Ja wiem, że jest wielu nauczycieli zaangażowanych, pracujących z pasją,kochających dzieci, że są bardzo nowoczesne szkoły i pragnieniem moim jest, aby przyszłe maluchy trafiły właśnie pod skrzydła takich osób.

  2. ~socjoblozka pisze:

    Zgadzam się z Dorotą. Dodam jeszcze, że według mnie czas kiedy rodzice decydują powinien być już zakończony, aby zatrzymać już te łączone rocznikowo klasy. Spotykam się z innymi sytuacjimi niż pisze Janina, rodzice nie wypychają dzieci do szkoły bo świetnie radziły sobie w przedszkolu, tylko zatrzymują dzieci w przedszkolu bo uważają, że szkoła jest zła. Według mnie jeśli rodzic buduje pozytywny wizerunek szkoły to dziecko szybko się odnajdzie w nowej rzeczywistości bo ma wsparcie rodziców. Natomiast całe badanie jego dojrzałości to już według mnie jest krzywdzące dla dziecka, bo ono podświadomie może wyczuwać, że jest z nim coś nie tak. Poza tym dzieci nie żyją w próżni, mają kolegów z podwórka. Dzieci 6letnie wiedzą już ile kto ma lat i gdy pójdą poźniej do szkoły to tak jakby rodzice im z góry mówili, że sobie nie poradzą, że są nie gotowi. Według mnie, rodzica obowiązkiem jest przygotować dziecko do realiów świata i skoro przysżło nam wychowywać dzieci w czasie wdrażania reformy to należy im to ułatwiać a nie budzić niepokój. Może to zabrzmi jak propaganda, ale wolałabym aby już dawno zostały ucięte te całe dywagacje i jeśli ma być obniżony wiek szkolny to już i koniec kropka. Według mnie to że rodzice mogą decydować nie jest dobre. Owszem zawsze były i będą indywidualne przypadki i rodzice mogą wystąpić o przyśpieszenie lub odroczenie obwiązku szkolnego, ale to co teraz jest jest fatalne. Rodzice rozmawiają o tym w szatniach, na korytarzach, mówi się o tym w tv, dzieci to słyszą i według mnie źle odbierają. Też się rozpisałam, ale też mnie strasznie pali ten temat, bo mam syna z 2008 rocznika.

    • Socjoblożko, zwróciłaś uwagę na bardzo ważną sprawę:Kreowanie wizerunku szkoły przez rodziców. Ostatnio wiele słychać, jak rodzice mówią przy dziecku na temat szkoły- i nie zawsze niestety najlepiej! Pozostawia to w psychice dziecka niewatpliwie jakiś ślad. Ważnym jest, aby odpowiednio przygotować i nastawić je do tej wielkiej zmiany w jego życiu, żeby to przejście było łagodnym pomostem między przedszkolem i szkołą a rodziną, która to pełni najważniejszę rolę w życiu dziecka.Ale co z dziećmi, które mają różne deficyty rozwojowe?Jak one przebrną przez ten trudny etap edukacji? Często zdarza się przecież, że 6-latki mają jeszcze nie ukończony proces mowy, zaburzenia (przejściowe oczywiście) różnych funkcji- percepcji wzrokowej, słuchowej, słuchu fonematycznego- to tylko niektóre, zdarzają się też inne sprawy, które mają wpływ na przyswajanie wiedzy. Czy nauczyciel szkolny będzie miał na to czas dla dziecka w trakcie pracy dostosuje się do potrzeb,zróżnicuje zadania, czy to dziecko będzie obarczone dodatkowymi zajęciami po lekcjach! Będzie zmęczone, zestresowane, a efekty- mogą być mierne?

  3. ~socjoblozka pisze:

    Właśnie takie prolemy o jakich piszesz przerabiam ze swoim synem. Jest z września 2008 i jako 4latek trafił z odwołania do przedszkola ale do grupy pięciolatków. Starsze dzieci go bardzo onieśmielały. Widział, że mniej potrafi i zablokował się. Do grudnia nie chciał nic robić, siedział przy stoliku i nawet kredki nie brał do ręki bo twierdził, że i tak nie umie. Spotkałam się z psychologiem, pracowaliśmy w domu, przedszkolanka też z nim pracowała. W marcu musiałam podjąć decyzję gdzie go zapisać i po konsultacji z przedszkolanką uznałam, że zostanie w przedszkolu a nie pójdzie do zerówki. Dzisiaj przedszkolanka mnie zaczepiła, tak nadgonił, że może iść do zerówki. I to nie jest presja dyrekcji, bo jestem z nią w kontakcie i nie robią nacisków na rodziców co do wyboru. Dzieci są różne, ale mają potencjał i można pracą z dzieckiem wiele zdziałać. Uważam, że w tym rola rodzica, aby skupić się na dziecku, na tym aby ułatwić mu życie, ale nie poprzez odraczanie obowiązku szkolnego lecz poprzez pracę. Spotykam się ogromną sprzecznością rodziców. Z jednej strony w przedszkolu naciskają aby było dużo zajęć edukacyjnych, ale o tym samym dziecku, które sobie radzi, twierdzą, że sobie nie poradzi w szkole. Owszem, niektóre dzieci mogą mieć początkowe problemy ale jak będą mieli zaangażowanych rodziców, którzy będą zachęcać i chwalić postępy oraz samą szkołę to można wiele zdziałać. A teraz zrobiła się taka atmosfera, że rodzice głośno mówią o niekompetentnych nauczycielach, niepszystosowanej szkole. Nie jestem pedagogiem ani psychologiem, jedynie mamą dwóch przedszkolaków ale interesuję si tematem i widzę że obecna 1 klasa jest inna niż ta do której ja chodziłam. Widzę jak w naszej szkole pierwszaki się uczą, mają salę obok sali syna. Obecnie 1 klasa jest bardzo podobna do zerówki. Według mnie lepiej na miejscu rodziców nie dramatyzować tylko przeznaczyć energię na pracę z dzieckiem.
    Ale zapomniałam dodać, że Twój wpis jest bardzo ciekawy i w miłym tonie, jednak jako mama przedszkolaków, chciałam również wyrazić swój pogląd.

    • Cieszę się, że piszesz o tych sprawach. Jesteś mądrym rodzicem i leży ci na sercu dobro twojego dziecka.Po to właśnie napisałam ten artykuł, żeby rodzice dyskutowali o swoich różnych wątpliwościach, bo odpowiedzialni rodzice- właśnie je mają.
      W pierwszych klasach też zmienila się podstawa programowa, nie tylko w przedszkolach i dlatego teraz w pierwszej klasie jest nieco łatwiej, robią to w dużej mierze, co kilka lat temu w zerówkach.Dobrze, że masz kontakt cały czas z nauczycielką. Ona zna twoje dziecko i wiele Ci pomoże.Warto mieć zaufanie do nauczyciela, przecież on ma duży wplyw na nasze dziecko.Fajnie, że syn chodzi do szkoły, i może obserwować już te pierwszaki i ma jakiś kontakt z nimi, zna już tą szkołę . To wszystko ma dobre strony.
      Ale jak Twój synek byl u 5-latków, to też rola nauczycielki duża, żeby pomogła mu w adaptacji do nowych kolegów.Mogły sie nim ładnie zająć, żeby nie czuł tego stresu. Dobrze, że to zauważyłaś w odpowiednim czasie i nie zbagatelizowałaś .Chłopiec był w dość trudnej sutuacji- bo jak piszesz wrześniowy, a więc- prawie o rok młodszy. Pozdrawiam Cię i życzę wiele sukcesów.

  4. ~meandyork pisze:

    zgadzam się w zupełności z Dorotą z Maminkowa- wg. mnie nie ma znaczenia czy 6-latek jest w szkole czy przedszkolu-to tylko nazwa instytucji- ale czy miejsce jest odpowiednio przygotowane. Wg. mnie zamiast wydawać pieniądze na referendum etc. (czego całe szczęście nie będzie) powinno te kwoty przeznaczyć się na dostosowanie szkół do przyjęcia młodszych dzieci. Jeśli szkoła dla maluchów wygląda jak na zdjęciach tutaj: http://meandyork.blog.pl/2013/10/24/za-kulisami-szkoly/- to wg. mnie problem nie istnieje.
    Z racji na sytuacje rodzinną przenieśliśmy się do Anglii gdzie moja 4-letnia córka! (http://meandyork.blog.pl/2013/09/02/czterolatka-idzie-do-szkoły/), rozpoczęła naukę w szkole. Przyznaję nieco się tego obawiałam- ale moje obawy zostały całkiem rozbite w proch- miejsce jest super i maluchy nie odczuwają żadnego stresu ze strony dzieci starszych (mają wydzielone wejście i swój plac zabaw), jest sporo nauki literek i czytania- ale z tego co się orientuję i w polskiej zerówce jest ona dość intensywna. Mało tego- w przyszłym roku moja 3-letnia wówczas młodsza córka rozpocznie- właśnie w szkole- naukę przed-szkolną. Wg. mnie nie ma znaczenia w jakim wieku dziecko idzie do szkoły- grunt żeby szło z rówieśnikami i żeby program i otoczenie odpowiadały jego aktualnemu rozwojowi. Reszta- to tylko kwestia nazewnictwa (szkoła/przedszkole).

  5. ~meandyork pisze:

    ja uważam podobnie jak Dorota z Maminkowa, że to nie kwestia tego czy 6-latki dać do szkoły lecz tego czy miejsce jest odpowiednio dla nich przygotowane. Moja córka z racji na przeprowadzkę do Anglii poszła do szkoły w wieku 4-lat- ale szkoła i system są do tego naprawdę świetnie przygotowane- mimo moich początkowych obiekcji (skoro rodzice boją się o sześciolatki w szkole to jak się nie bać o 4-latkę?).
    Myślę , że jeśli miejsce jest odpowiednio przygotowane ( http://meandyork.blog.pl/2013/10/24/za-kulisami-szkoly/) a dzieci idą do szkoły wraz ze swoim rocznikiem- to naprawdę reszta jest kwestią nazewnictwa (szkoła vs. przedszkole)

  6. ~korek115 pisze:

    ~meandyork ja to rozumiem. Jednak Polska rzeczywistość jest zupełnie inna. Szkoły twierdzą niby, że są przygotowane, ale to nie jest prawdą. Może przeprowadzili remonty, wyposażyli sale w piękne meble i zabawki, owszem, ale niestety, szkolny system daleko odbiega od tego, do którego chodzi Twoja Hania. Kto zmieni myślenie nauczycieli szkolnych? Kto zmieni system szkolny, mam na myśli metody pracy , formy, dostosuje do potrzeb tych maluchów? Jeśli w szkole zatrudnią nauczycieli z przedszkoli- to się zgadzam! Nikt tak, jak oni nie znają rozwoju i potrzeb, a także możliwości tych dzieci. Ale u nas, to chodzi własnie o to, żeby nauczyciel szkolny nie stracił pracy, a nie o dobro dziecka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *