Prawo jazdy

Jeśli chodzi o mnie, to prawo jazdy mam już od wielu lat. Jest to najważniejszy egzamin, jaki kiedykolwiek zdałam, bo  nie wyobrażam sobie życia bez codziennej jazdy samochodem.Samochód stał się bowiem nieodłącznym atrybutem każdego niemal człowieka.Codziennie jest tyle spraw do załatwienia: dojazd do pracy, zakupy,dowóz dzieci do szkoły i w ogóle, nie ma o czym mówić- obecnie bez samochodu nie da się żyć! Ale nie zawsze tak było…

Wiele lat dojeżdżałam do pracy PKSem, wiele lat -po przeprowadzce-chodziłam na piechotę, albo jeździłam rowerem kilka kilometrów.To jeszcze nic! Dopiero jak dostałam prawo jazdy- zaczął się prawdziwy horror. Do dziś nie wiem, jak to się stało, że już za drugim podejściem zdałam egzamin, skoro w ogóle nie umiałam jeździć- wręcz bałam się samochodu i ogarniał mnie strach przed faktem, że muszę samodzielnie jechać. Na dodatek miałam takiego starego grata, że wszędzie mi się psuł.Ale dzięki temu, zostawiałam go tam, gdzie się popsuł i dalej jechałam okazją.

Wieczorem nerwowo oglądałam prognozę pogody i martwiłam się, czy rano nie będzie mgły,śniegu, śliskiej jezdni itp,itp.Rano zaczynałam od paniki- o boże, znów muszę jechać!

Po około roku takiej udręki jazda samochodem zaczęła sprawiać mi przyjemność.Nie skupiałam się już na samej jeździe, byłam już w stanie myśleć o innych sprawach w czasie jazdy, nie o samej jeździe. Oczywiście teraz poruszam się swobodnie samochodem i ciężko byłoby mi się z nim rozstać nawet na parę dni.

Ale dlaczego ja o tym wszystkim piszę?

Z moich doświadczeń wynika, że jednak nie można nauczyć się jeździć na kursie- taka jest prawda.Czy ktoś zdaje egzamin za pierwszym razem, czy podchodzi dziesięć razy, to on i tak musi się potem co dzień wprawiać do tej jazdy.Te egzaminy to duży wydatek, więc lepiej zdać za pierwszym razem. Ale jak osiemnastolatek zda za pierwszym razem i siądzie do wozu tatusia albo mamusi?

Jak moje córki zaczęły jeździć,to myślałam,że są dorosłe i odpowiedzialne i nie będą szarżować na drodze.Teraz mi opowiadają,że nie zawsze tak było,niestety.

Piszę o tym wszystkim,bo cały czas mam duszę na ramieniu!

Zostawiłam mojego najulubieńszego na świecie synusia w domu,zostawiając mu do dyspozycji moje auto.Wiem, że dobrze jeździ i mam do niego zaufanie.Uważaj tam na siebie i nie szarżuj,kochanie!

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony, Refleksje, Wspomnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *