Wzbić się ponad chmury…

Norwegię opuszczam z żalem. Jeszcze jedno spojrzenie na tę cudowną krainę, która być może za kilka chwil stanie się już tylko wspomnieniem.

Więc do ostatniej minuty chcę nacieszyć oczy i moją duszę widokiem Skandynawii, dzikiej przyrody, gdzie wśród tysiąca fiordów, gór, bezkresnych lasów,  wynurzają się olbrzymie skały, szumiące wodospady, wijące się drogi.
Bajkowy krajobraz, cisza, wśród której rozlega się szczebiot ptaków. Woda, łodzie, zatoczki, piach, zaskakująco przejrzysta woda i czyste powietrze.
Beztrosko bawiące się dzieci, bezstresowi, uśmiechnięci ludzie, radośni staruszkowie spacerujący wzdłuż wybrzeży,jeżdżący na rowerach, nie przejmujący się upływem czasu. Uprzejmi kierowcy- z daleka już zatrzymujący się przed przejściem dla pieszych.
Jeszcze jedno spojrzenie- pożegnanie.
Już czas na odprawę pasażerską.
Po długim oczekiwaniu wsiadam wreszcie do samolotu.
Dla wielu ludzi podróż samolotem jest tylko służbowym obowiązkiem, dla innych przygodą. Są też tacy, że latają z konieczności,lub też wycieczkowo.
Dla mnie lot samolotem jest zawsze fascynujący i cudowny.
Tym razem dopisała również piękna, słoneczna pogoda.Już samolot ustawia się do startu.Już czuję,jak napędza silniki. I ten zryw! Jak jazda motocyklem, którą pamiętam jeszcze z młodzieńczych lat- szybka, dająca wolność i zapomnienie, aż się czuje wiatr we włosach, uderzenie powietrza.
Ale oto- ucieka spod stóp moich kraj marzeń -słońce cudownie ozłaca i tak bogate domy, które robią się coraz to mniejsze i mniejsze…
Wody, lasy, rzeki, góry- wszystko już mogę ogarnąć z tej wysokości. A to za mało!
Wzbijam się ponad chmury. Na niby, i w rzeczywistości, czyli mam dwa w jednym- a może w dwóch światach?
Bo oto jestem pośród miliona pierzastych, pękatych,bieluchnych chmurek- waty cukrowej, odpustowej. Płynąc między nimi, pomyśleć by można- cóż, jestem w niebie.Widzę już te XVIwieczne aniołki, uśmiechające się wśród chmurek.Słońce swym blaskiem dodaje im urody i zmienia w niewyobrażalnie bajeczne kształty.
Ale pogoda szybko się zmienia.
Już lecimy nad morzem. Znika magia chmurek.W dole tylko woda i te maleństwa- to statki na morzu. A ta biała, długa kreska rozciągająca się wzdłuż linii brzegowej  morza to plaża. Ileż tu błękitu! W górze i na ziemi.W powietrzu snuje się lekka , niebieskawa, przeźroczysta, delikatna mgiełka i można poczuć to morskie, orzeźwiające powietrze.
I cóż?
Jesteśmy już nad Polską.
Za niewielkim oknem samolotu pojawiają się ciężkie,szaro- buro-granatowe chmury.
Przez nieuwagę można by pomyśleć,iż płynie się statkiem po morzu, a w dole- widać płynący statek. Nie! To samolot leci w przeciwnym kierunku, a my brodzimy wśród ciężko sunących , bezkresnych chmur.Chociaż wielkie i gęste, my nadal jesteśmy ponad nimi,w słońcu, które już czerwienieje i zmierza ku zachodowi.
Pora lądować!
Powrót na ziemię i powrót do rzeczywistości.
Jeszcze tylko ukłon w stronę pilotów i stewardes.
Dziękuję i do zobaczenia!
Podziw dla ludzi, co nie znają granic. Odważnych, odpowiedzialnych, wolnych.
Gdyby żył genialny artysta Leonardo da Vinci…
Gdyby tą tajemnicę posiadał legendarny Ikar…
Gdyby moja babcia…
Bo chociaż podróże podniebne są obecnie powszechne i codzienne, zawsze będą fascynować człowieka.

O Janina Halagarda

Nauczycielka i blogerka Autorka książek dla dzieci: "Koszyczek Mańki", Zimowe całusy", "Malowane fraszki". W pracy twórczej pomaga jej pies "Dżeki".
Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony, Refleksje, Wspomnienia i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na Wzbić się ponad chmury…

  1. ~Syla pisze:

    Wow..świetnie się to czyta… ! Szkoda, że ja nie mogę powiedzieć, że latanie to dla mnie przyjemność 🙂

  2. ~Klarka Mrozek pisze:

    piękny opis, jakie to szczęście nie bać się latania tylko czerpać z niego radość

  3. ~kiz66 pisze:

    Ja nie mam problemow z podrozami samolotem, pozatem mieszkam w

  4. ~meandyork pisze:

    jaki piękny opis…dla mnie latanie co miesiąc to rzeczywistość mojej obecnej sytuacji…nigdy tego specjalnie nie lubiłam choć też nie bałam się panicznie, często czuję ekscytację przy prędkości tuż przed wzbiciem się w powietrze…tym niemniej strach zawsze gdzieś się czai…będę chyba myśleć o Twoim opisie podczas mojego lotu pojutrze…choć z racji na to że to lot z dziećmi pewnie nie będę miała czasu na myślenie 😉

    • korek115 pisze:

      Z dziećmi nie jest łatwo latać. ja tez podróżowałam z córka i wnuczką. Dawałyśmy radę, bo we dwie i jedno dziecko. Ale podziwiałam te mamusie, które same leciały z dwójka dzieci , bagaże, masakra! i te smutne rozstania z tatusiem- przykre, co robić…Nigdy się nie obawiaj, że coś złego się stanie- mam na myśli maszynę.Udanego lotu!!!i łagodnego lądowania:) A gdzie lądujesz?

  5. ~meandyork pisze:

    też zauważyłam te podobne tematycznie notki 😉 (u mnie: http://meandyork.blog.pl/2013/09/30/podroze-z-dziecmi-i-bez/) ….a niedługo szykuję coś o promocji czytelnictwa ;)…dlatego nazwałam Cię pokrewną duszą na moim blogu :).
    A lądujemy w Łodzi….szczerze-nie mogę się doczekać 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *